Filmy niewygodne

Nie dążę do budowania napięcia, które będzie rozładowane w kulminacyjnej scenie. Interesują mnie granice poznania i ograniczenia oglądu świata – mówi chilijska reżyserka Dominga Sotomayor Castillo o swoich filmach.

Twój debiutancki film, „Od czwartku do niedzieli” (2012), zyskał uznanie krytyków i nagrody (m.in. Grand Prix Nowych Horyzontów i Tygrysa w Rotterdamie). Z „Mar” (2014) łączą go wspólne formy wyrazu, duże zbliżenia, łagodne kolory ziemi, a przede wszystkim niepełna, fragmentaryczna perspektywa. Czujemy się wrzuceni w środek opowieści, wewnątrz czyjegoś życia, którego nie chcesz tłumaczyć, wyjaśniać, tylko się silnie zbliżasz – żeby zaraz je opuścić. W „Od czwartku do niedzieli” obserwowaliśmy świat skłóconej pary oczyma ich córki, która nie orientuje się w relacjach między rodzicami. Czyją perspektywę widzimy w „Mar”?
To, co łączy obydwa filmy, to stan przejściowości, bycia pomiędzy, a mnie interesuje obserwowanie przypadkowych momentów życia, które stają się nagle ważne. „Od czwartku do niedzieli” zdominowała perspektywa dziewczynki, a „Mar” – spojrzenie głównego bohatera. Chciałam zobaczyć świat z jego męskiej perspektywy, a sam bohater jest dla mnie bardzo tajemniczy. Z drugiej strony, Mar pokazuje chwile, wycinki rzeczywistości, sklejone ze sobą obrazy rzeczywistości wszystkich bohaterów.

Dlaczego wolisz fragmentaryczne wycinki, a nie na przykład ich przeciwieństwo – całościową, pełną perspektywę?
Interesuje mnie właśnie to, co pomiędzy, co pośrodku. Nie dążę do budowania napięcia, które będzie rozładowane w kulminacyjnej scenie. Interesują mnie granice poznania i ograniczenia oglądu świata. Takie przypadkowe migawki mogą być bardziej złożone i wyrażają więcej niż całościowa opowieść. Kulminacyjny moment rzadko kiedy zdarza się w życiu – podobnie w moich filmach. Nasze oczekiwania są wielokrotnie niespełnione, czujemy się zawiedzeni – i tak samo dzieje się w „Mar”, nie pojawia się scena, która rozwiązuje problemy. Zależało mi na tym, żeby „Mar” było bliskie życia.

Fragmentaryczna perspektywa łączy się z Twoich filmach z dużymi zbliżeniami. Lubisz, kiedy kamera jest blisko bohaterów?
Tak, chciałam stworzyć filmową ramę, wewnątrz której jawi się skomplikowane życie. A jednocześnie wiem, że żadna rama nie pomieści złożoności życia. Dlatego „Od czwartku do niedzieli” i „Mar” są w pewnym sensie niewygodne dla widzów: kilka ujęć kamery, duże zbliżenia i niełatwa do zrozumienia historia. Zależało mi nie tylko na pobudzeniu do myślenia, ale też na wywołaniu fizycznej, emocjonalnej reakcji widzów.

Mar to morze, ale też skrót imienia bohatera, Martina. Akcja toczy się na wakacjach, na które bohater jedzie z dziewczyną, choć szybko dołącza do nich jego matka. Martin jest zawieszony pomiędzy dwoma kobietami i zazwyczaj pojawia się w ich towarzystwie. Tylko wtedy, kiedy wchodzi do wody, aby popływać, jest całkowicie sam. Ale zawsze prosi kogoś, by na niego uważał, by go doglądał.
Martin jest pomiędzy: jeszcze nie jest gotowy na to, by zostać ojcem, czego oczekuje od niego dziewczyna, ale też nie potrafi być synem, jakim chce go widzieć matka. Jednocześnie jest w momencie przełomowym, musi się na coś zdecydować – albo spełni oczekiwania dziewczyny, albo cofnie się do czasów dzieciństwa. Interesują mnie te przejściowe momenty życia: w „Od czwartku do niedzieli” bohaterka przemienia się z dziewczynki w nastolatkę, w „Mar” bohater znajduje się w innym, późniejszym momencie życia – ale też momencie transformacji. Film powstawał spontanicznie i korzystałam z pokładów nieświadomości, ale zdecydowanie morze łączy się z wodami płodowymi, a pływanie Martina – z kołysaniem płodu.

Wieloznaczna jest też opozycja między domem, pracą, codziennością a wakacjami, morzem, wypoczynkiem. Bohaterowie są na wakacjach, ale rozmawiają o potencjalnym wspólnym mieszkaniu, na ich stoliku nocnym znajduje się świecznik w kształcie domu, a jedną noc spędzają w za małym dla nich, niewygodnym i ciasnym domku dla dzieci.
W detalach chciałam ukryć wiedzę o tej parze, która wyjeżdża na wakacje, a jednocześnie nie pozostawia w domu, którego nie ma, swoich kłopotów, tylko bierze je ze sobą. Nadmorska miejscowość jest niebezpieczna: ciągle szczekają psy, grasują złodzieje. Relacja bohaterów też  jest zagrożona. Wyjazd na wakacje może być bardzo stresujący…

Morze też jest niebezpieczne.
Ludzie często myślą, że kiedy zmienią otoczenie, miejsce zamieszkania, wyjadą na wakacje, zostawią też swoje problemy. A przecież wożą je ze sobą… W „Od czwartku do niedzieli” próba ucieczki od kryzysu okazała się niemożliwa, bo kryzys nie był umiejscowiony na zewnątrz, ale wewnątrz bohaterów. W „Mar” jest podobnie – wyjazd na wakacje podkreśla i uwypukla konflikty, tarcia, problemy bohaterów.

Bardzo lubisz samochody. W każdym Twoim filmie odgrywają ważną rolę.
Tak, bardzo lubię badanie granic i ograniczeń naszego poznania. W pewnym sensie obserwowanie świata przez okno samochodu jest pierwszym doświadczeniem filmowym. Okno jest nasza pierwszą kamerą, która czyni wszystko to, co widzimy nagim i poddanym naszemu wzrokowi. A jednocześnie wyraża sposób w jaki my poznajemy świat, tworzy dokument z emocjonalnego poznawania świata.

Jeniffer Reeves, eksperymentalna reżyserka, jeden ze swoich filmów zatytułowała „Trains are for dreaming: (Pociągi są dla marzeń). Patrzymy przez okno na uciekające krajobrazy i marzymy, a Twoje filmy pokazują, że obok tego tworzymy ramy dla rzeczywistości.
Też lubię pociągi… Ale samochody interesują mnie też dlatego, że nimi sami kierujemy, inaczej niż w wypadku pociągów, co daje nam poczucie, że kontrolujemy sytuację – i nasze życie. W „Od czwartku do niedzieli” córka bardzo chciała nauczyć się kierować samochodem, ale matka jej na to nie pozwoliła. W „Mar” syn pożycza samochód od matki, bo nie ma swojego, ale samochód jest zepsuty i matka zleca jego kradzież… w końcu Mar podpala samochód. To da mnie ważna scena, kiedy bohater dokonuje pewnej decyzji, która go wiele kosztuje. Musi wrócić do domu autobusem. Jak sądzisz, wraca sam czy z dziewczyną?

Chyba z dziewczyną, ale nie siedzą obok siebie…
Zakończenie jest otwarte, nie chciałam rozwiązać tej sytuacji.

Przyjemności nie będzie. Afekty w sztuce
22 czerwca 2017

Przyjemności nie będzie. Afekty w sztuce

Destrukcja, sadomasochizm, przemoc – to terminy, które najlepiej określają wystawę pod tytułem „Poza zasadą przyjemności. Afektywne operacje” w Zachęcie. Kuratorka Maria Brewińska w centrum swojego zainteresowania umieściła sztukę afektywną, a więc taką, która przyciąga, fascynuje, mami, ale jednocześnie odpycha i zniechęca...

Piękna i bestia. Festiwal i polityka
21 czerwca 2017

Piękna i bestia. Festiwal i polityka

Organizatorzy tegorocznej Malty nie chcieli łączyć festiwalu i bieżącej polityki. Jednak, skoro „czasy są, jakimi są” i nie udało się od tego uciec, udowodnili, że niechęć osób sprawujących władzę potrafią wykorzystać na swoją korzyść...

Między Rurytanią a Bordurią, czyli smutek snów o potędze
19 czerwca 2017

Między Rurytanią a Bordurią, czyli smutek snów o potędze

„Międzymorze. Podróże przez prawdziwą i wyobrażoną Europę Środkową” Ziemowit Szczerek to powieść drogi, podobnie jak „Siódemka”, prowokacyjna opowieść niby o nich, a jednak o nas, jak „Przyjdzie Mordor i nas zje”, relacja z podróży po kilkunastu państwach Europy Środkowo-Wschodniej pogłębiona o kulturowe i historyczno-politologiczne analizy w duchu „Tatuażu z tryzubem”...