13 września 2018
krew
„Krew Boga”, reż. Bartek Konopka

Egzamin dojrzałości

W ciągu ostatnich dwóch lat polską kinematografię zdominowali debiutanci, co potwierdzały edycje festiwalu filmowego w Gdyni, z których z najważniejszymi laurami wyjeżdżali kolejno Jan P. Matuszyński za „Ostatnią rodzinę” i Piotr Domalewski za „Cichą noc”. Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że wszystko, co najlepsze w polskiej kinematografii, pochodzi od debiutantów. Tym większe zaskoczenie wywołała lista filmów konkursowych tegorocznego Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, na której znalazły się tylko dwa filmy podpisane przez reżyserów bez doświadczenia w pełnym metrażu. Czyżby fala debiutów w polskim kinie opadała?

 

Mistrzowie kontratakują

Nie ryzykowałbym takiego stwierdzenia. Zmiana proporcji najprawdopodobniej wzięła się z większej aktywności twórców średniego i starszego pokolenia, którzy musieli poczuć oddech depczących im po piętach młodych. Bo o kolejnych debiutantów jestem spokojny. Dla całej naszej kinematografii ta edycja festiwalu będzie pewnego rodzaju egzaminem dojrzałości. Przecież nie tylko na nowych talentach można polegać.

W stawce znalazło się grono mistrzów o nieco nadszarpniętej ostatnio reputacji: Marek Koterski, Krzysztof Zanussi, Filip Bajon i Janusz Kondratiuk. Jakiekolwiek emocje od dłuższego czasu wzbudzają filmy tylko tego pierwszego z tej grupy. Ale wiele wskazuje na to, że tegoroczna Gdynia może się okazać kolejnym momentem zwrotnym w długiej karierze pozostałej trójki. Koterski konsekwentnie stoi na uboczu mainstreamu i tworzy własne, bardzo autorskie kino, kręcąc filmy dopiero wtedy, gdy faktycznie ma coś do powiedzenia. Jego „7 uczuć” to kolejna odsłona sagi o Adasiu Miauczyńskim, który próbując poradzić sobie z dorosłym życiem, powraca do czasów dzieciństwa. Zanussi natomiast ponownie opowiada o chrześcijańskich wartościach, ale tym razem w historycznym kostiumie, co daje nadzieję, że jego „Eter” nie będzie powtórką z „Obcego ciała”, w którym najbardziej szwankowały właśnie współczesne realia. Tym razem opowiada o bohaterze niemal faustowskim, który na początku XX wieku prowadzi badania nad eterem, a przy okazji pojedynkuje się z Bogiem. Bajon również sięgnął po kostium, umieszczając akcję swojego filmu na początku XX wieku, jednak na tle politycznych konfliktów tamtych czasów rozpisał historię miłosną Polaka i Kaszubki. Jedynie Kondratiuk nie cofa się w czasie, lecz opowiada autobiograficzną historię o ostatnich dniach życia swojego brata, Andrzeja. To bardzo poruszający film, niezwykle osobisty, gorzki, ale jednocześnie lekki, autoironiczny i zwyczajnie zabawny, o śmierci i odchodzeniu – w podobnym tonie jak niedawne „Moje córki krowy” Kingi Dębskiej.

 

Autorzy

Najsilniejszą reprezentację jednak w tym roku ma zdecydowanie średnie pokolenie. Każdy z tych twórców ma już wypracowane nazwisko, kilka filmów na koncie i nikomu niczego nie musi udowadniać. Jednocześnie znajduje się w najlepszym wieku dla filmowców – wciąż może eksperymentować, odkrywać nowe kinematograficzne drogi, ale również doskonalić swój autorski charakter. W gronie eksperymentatorów z pewnością znajduje się Małgorzata Szumowska, która zaskakuje każdym kolejnym filmem. Jej „Twarz” wprawdzie bardziej spodobała się za granicą niż w naszym kraju, głównie przez nadmierne uproszczenia i brak zrozumienia polskiej prowincji. Trudno jednak nie docenić oryginalnego sposobu opowiadania, szczególnie kreatywnie wykorzystanej warstwy wizualnej. W gronie twórców, którzy przyjeżdżają do Gdyni z filmami nagrodzonymi na najważniejszych światowych festiwalach, jest też oczywiście Paweł Pawlikowski, którego „Zimna wojna” jest wymieniana nie tylko jako jeden z faworytów do sięgnięcia po Złote Lwy, ale również Oscary. Z filmów, które już miały dystrybucję kinową, należy wymienić jeszcze „Pewnego razu w listopadzie”. Obraz Andrzeja Jakimowskiego jednak nie spotkało się z tak dobrym przyjęciem jak wymienione wcześniej tytuły.

Niewiele wiadomo natomiast o filmach: „Kler” Wojciecha Smarzowskiego, „Ułaskawienie” Jana Jakuba Kolskiego, „Autsajder” Adama Sikory i „Zabawa, zabawa” Kingi Dębskiej. Pierwszy zdążył zrobić medialny szum jeszcze przed oficjalną premierą – głównie za sprawą kontrowersyjnego tematu oraz dosadnego zwiastuna. Smarzowski nie jest jednak twórcą, który łatwo wpada w stereotypy i zatrzymuje się na poziomie prostej kontrowersji. Dlatego jest więcej niż pewne, że filmowe spojrzenie na polskich księży będzie sprawiedliwe i pozbawione uprzedzeń. Sprawiedliwie i bez uprzedzeń na swoich bohaterów z pewnością spojrzy również Dębska. Po świetnych „Moich córkach krowach” i mniej udanym „Planie B” reżyserka ponownie sięgnęła po niełatwy temat – alkoholizm, o którym opowiedziała z perspektywy kilku kobiet w różnym wieku. Ciekawe, czy autorce znowu udało się pogodzić tragedię z komedią? Tej pierwszej będzie z pewnością znacznie więcej u Kolskiego. Autor „Historii kina w Popielawach” na dobre porzucił Jańcioland, tym razem na rzecz autentycznej historii swoich dziadków, którzy po wojnie walczyli o pamięć i godność po stracie syna. Do przeszłości naszego kraju sięga również Sikora, jednak po tę nieco bliższą – czas stanu wojennego. Młodego, tytułowego autsajdera nie interesuje polityka, jednak polityka, jak się okazuje, interesuje się nim, co skończy się kafkowską konfrontacją z organami ścigania.

 

Po raz drugi i pierwszy

Do Gdyni po raz drugi przyjeżdżają w tym roku Agnieszka Smoczyńska z „Fugą”, Adrian Panek z „Wilkołakiem” i Bartosz Konopka z „Krwią Boga”. Szczerze mówiąc, to właśnie te tytuły wzbudzają moją największą ciekawość. Pokazywana między innymi w Cannes „Fuga” zebrała tam świetne recenzje, a ostatnio znalazła się wśród filmów walczących o nominację do Europejskich Nagród Filmowych. Panek swoim debiutem – „Daas” – przedstawił się jako jeden z najoryginalniejszych rodzimych twórców, korzystający z historycznego kostiumu inaczej niż zwykło się to robić w naszym kinie. Dlatego jego „Wilkołak” jest wyczekiwany w sposób szczególny. Opowiada o grupie dzieci wyzwolonych z obozu Gross-Rosen, które zamieszkują prowizoryczny sierociniec w lesie. Gdy wydaje się, że największy koszmar mają już za sobą, ich domostwo okrążają zdziczałe i wygłodniałe wilczury. „Krew Boga” Konopki również jest przykładem kina historycznego, lecz cofa się aż do czasów chrystianizacji. Bardzo rzadko polscy twórcy decydują się na odwołanie do rodzimej historii aż o tysiąc lat – z tym większą niecierpliwością należy wyczekiwać premiery tego tytułu.

Na koniec prezentacji filmów z Konkursu Głównego koniecznie trzeba wspomnieć o dwóch rodzynkach – debiutantach, na których zawsze liczy się w sposób szczególny. Autor „Juliusza”, Aleksander Pietrzak, nie jest postacią anonimową. Wcześniej zdążył się podpisać świetnie przyjęte filmy krótkie: „Mocna kawa wcale nie jest taka zła” i „Ja i mój tata”, w których umiejętnie połączył subtelny humor z ważnymi, codziennymi problemami. Najnowsze jego dzieło to wynik kooperatywy z polskimi stand-uperami: Abelardem Gizą i Kacprem Rucińskim, którzy odpowiadają za scenariusz. Miejmy nadzieję, że „Juliusz” dołączy do „Ataku paniki” i udowodni, że polska komedia nie zginęła. Z kolei Piotr Subbotko, który w Gdyni pokaże „Dziurę w głowie”, znany jest jako autor nieźle przyjętego, utrzymanego w manierze realizmu społecznego, krótkiego „Glasgow”. Jest także scenarzystą tak przeciętnych produkcji, jak „Last minute” czy „Stacja Warszawa”. Miejmy nadzieję, że jego pełnometrażowy debiut okaże się dla niego prawdziwym przełomem.

O ile w Konkursie Głównym odczuwalny jest brak debiutantów, o tyle schronieniem dla nich okazała się sekcja Inne spojrzenie, która w końcu doczekała się nieco szerszej selekcji. Sens jej istnienia nadal jednak stoi pod znakiem zapytania. Trudno bowiem dopatrzeć się w prezentowanych w Innym spojrzeniu filmach jakiegoś wspólnego mianownika, decydującego o ich rzekomej „inności”. Sekcja ta w kuluarach traktowana jest zwyczajnie jako filmowa druga liga, co niejednokrotnie jest dla wielu filmów krzywdzące. W zeszłym roku tak było z „Photonem” Normana Leto i „Dzikimi różami” Anny Jadowskiej, a w tym na przykład z „Monumentem” Jagody Szelc czy „Jeszcze dzień życia” Damiana Nenowa i Raula de la Fuente, które być może nie są dziełami w pełni spełnionymi, ale z pewnością zasługują na rywalizację z najlepszymi. Wydaje się, że spokojnie w pierwszej lidze swoich sił mogłyby spróbować również pokazywana w Karlowych Warach i w Rotterdamie „Nina” Olgi Chajdas czy zbierające świetne opinie surrealistyczno-poetyckie „Okna, okna” Wojciecha Solarza. Tę sekcję uzupełniają jeszcze nieudana adaptacja pamiętnika żony korespondenta wojennego Wojciecha Jagielskiego, „53 wojny” Ewy Bukowskiej, film dla najmłodszych „Dzień czekolady” Jacka Piotra Bławuta, eksperyment z pogranicza dokumentu i fabuły „Moja polska dziewczyna” Ewy Banaszkiewicz i Mateusza Dymka oraz opowieść o młodym buntowniku „Nie opuszczaj mnie” Grzegorza Lewandowskiego.

***

Tegoroczna edycja gdyńskiego festiwalu prowokuje wiele pytań: co się stało z falą debiutów? czy rodzimi mistrzowie po latach nieudanych projektów w końcu potwierdzą swoją klasę? czy artystyczna przepaść między Konkursem Głównym a Innym spojrzeniem pogłębi się? czy ktokolwiek będzie w stanie na serio stanąć do walki o Złote Lwy z „Zimną wojną”? I chyba najważniejsze: czy dojrzali twórcy zdadzą swój być może najważniejszy egzamin i udowodnią, że młodzi wcale ich jeszcze nie wyprzedzili?

 

43. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych
Gdynia
17–22.09.2018

Więźniowie nienawiści
18 września 2018

Więźniowie nienawiści

Przez lata Lee wypracował charakterystyczną tożsamość artystyczną, którą łatwo na ekranie zidentyfikować. Nawet w jego bardziej klasycznych dokonaniach gatunkowych, pojawiają się zawsze te same kwestie: rasizmu, przemocy, rozdziału pomiędzy agresywną rewolucją wobec zastanego systemu a powolnym dążeniem do jego poprawy poprzez pokojową współpracę...

Oko za oko, nos za nos
14 września 2018

Oko za oko, nos za nos

Przy małej przebojowości samego projektu przestrzeni, bezspornie silna jest selekcja – każda z wystawionych prac ma temperaturę wrzenia, a kontakt z nią oddziałuje na widza niemal fizjologicznie – o trwającej w Galerii Piekary wystawie prac Włodzimierza Borowskiego „No to co...

Rzecz o banalności dobra
11 września 2018

Rzecz o banalności dobra

Otwarta 7 września w poznańskim Centrum Kultury Zamek wystawa „Pokój na świecie zaczyna się przy rodzinnym stole”, będąca częścią szerszego cyklu wydarzeń, zatytułowanego „Pochwała wolności”, ma afirmować to, co lokalne, autonomiczne, rodzinne...