06 maja 2015

Eco i ego

„Night Moves”, nowy film Kelly Reichardt, trafił do polskich kin dyskretnie i bez promocji. Reżyserka, jedna z czołowych twórczyń amerykańskiego kina niezależnego, bacznie przygląda się prawdziwej twarzy Stanów Zjednoczonych. Poszukuje jej poza metropoliami i sterylnymi pomieszczeniami – bliżej campingów, bocznych dróg i nieefektownych przedmieść, których mieszkańcy szukają relacji międzyludzkich w telewizyjnych teleturniejach, a kontaktu z naturą – w programach przyrodniczych.

Opowieść koncentruje się wokół pary młodych ekologów (Jessie Eisenberg i Dakota Fanning), którzy z udziałem bardziej doświadczonego aktywisty (Peter Sarsgaard) przygotowują akcję zniszczenia hydroelektrycznej tamy wodnej, stopniowo wyniszczającej lokalne środowisko wodne. Plan jest prosty, lecz trudny w realizacji, działać należy incognito i bez strat w ludziach. Mamy więc przygotowania do ataku, rosnące napięcie przed głównym aktem i zawiązanie relacji „ekoterrorystów”. I po tym wszystkim… jesteśmy dopiero w połowie filmu.

Użyty tu cudzysłów nie jest przypadkowy – to właśnie granice, szufladki i łatki współczesnego społeczeństwa stanowią pole zainteresowań reżyserki. Skrupulatnie podkreśla więc ona podobieństwa między ekologiczną interwencją a działaniem kryminalnym; między życiem na uboczu i w zgodzie z naturą, a aktywnym uczestnictwem wewnątrz współczesnego społeczeństwa. Wspomniane określenie w filmie nie pada ani razu, a szczegóły o życiu i charakterach aktywistów – gdzie mieszkają, czym zajmują się na co dzień, jak ukrywana działalność wpływa na ich codzienność – zaczynamy w pełni poznawać dopiero po ekologicznej akcji.

W „Night Moves” wyraźna jest artystyczna ewolucja Reichardt, ale trzeba przyznać, że jej filmy nadal mają to coś. Fabuła staje się dla Reichardt bardziej znaczącym środkiem wyrazu niż w poprzednich filmach (jak „Wendy i Lucy” czy „Old Joy”), w których ważniejsza wydawała się poetyka obrazu i dźwięku oraz montaż. Reżyserka wciąż świetnie operuje monotonią, ciszą i statycznymi kadrami, stawiając na niewidowiskową, spokojną narrację, filmowy realizm i niespieszne tempo akcji. Jej minimalizm, powolne jazdy kamery i przemyślany obraz pozwalają wybrzmieć tematycznemu dualizmowi – tytułowemu płynnemu ruchowi nocy, w czasie której ludzie pokazują inną twarz.

Na plus należy odnotować artystyczną konsekwencję, oddanie atmosfery i klimatu opowiadanej historii, inteligentną krytykę Stanów Zjednoczonych oraz rzetelne potraktowanie tematu (działania ekologów bywały już w amerykańskim kinie niezgrabnie i pobieżnie wpisywane chociażby w konwencję filmów sensacyjnych, jak chociażby w pochodzącej z tego samego roku „Grupie «Wschód»”). Reżyserka sprawnie operuje też konwencją thrilleru, kina drogi, a nawet filmu psychologicznego, bawiąc się kompozycją filmu (suspens w środku fabuły; minimalistyczny finał). Problem pojawia się jednak, gdy poruszane przez nią granice i ogólne refleksje odstają od filmowego realizmu, rażąc psychologicznymi uproszczeniami i naiwnym wnioskowaniem bohaterów, jak chociażby w scenie, w której samotny bohater siedzi zamyślony w ciemnościach nad butelką piwa, a tańczący, bawiący się w świetle tłum stanowi dla niego mocny, obrazowy kontrast.

Główną słabością nowego filmu Reichardt jest jednak poprowadzenie i wymowa finału. To właśnie na ostatniej prostej, cichą obserwację i niedopowiedzenia zaczynamy odczuwać jako bezcelowe i połowiczne, a płynąca z filmu refleksja o harmonii człowieka z naturą niepostrzeżenie się ulatnia. Siła i piękno „Night Moves” stają się więc jego wadą. To właśnie skromność realizacji, brak wyrazistej puenty i mocnego konceptu sprawiają, że mimo bezsprzecznych walorów estetycznych filmu, tak łatwo jest o nim zapomnieć po wyjściu z kina.

„Night Moves”
reż. K. Reichardt
premiera: 17.04.2015

Nowa wspólnota
26 maja 2017

Nowa wspólnota

Jak nastroje polityczne wpływają na teatr? Czy sztuka kształtuje przestrzeń publiczną? „Wesele” Jana Klaty nie prowokuje może do refleksji na powyższe tematy, ale wywołuje gwałtowną, emocjonalną reakcję publiczności narodowej sceny...

Artysta w superpozycji
24 maja 2017

Artysta w superpozycji

Ze względu na długą i płodną drogę twórczą artysty „Indeks możliwości” wydaje się wystawą retrospektywną. Od lat 60. do dziś Kaltenbach zdążył już naznaczyć swoją sztuką nie tylko galerie i muzea, ale też gazety, chodniki, reklamy w nowojorskim metrze, a śmiałe projekty sięgają gwiazd...