25 listopada 2014

Jak Dr Misio spotkał Oliviera Janiaka

Czy zespół Dr Misio głosował w ostatnich wyborach samorządowych?
R.K.: Nie byłem głosować i osobiście jestem obok tej całej polityki.
P.D.: Ja też nie byłem na wyborach. O polityce w zespole w ogóle nie rozmawiamy. Zupełnie to odpuszczamy. Jest ryzyko, że gdybyśmy o tym rozmawiali, zespół prawdopodobnie mógłby nie istnieć.

Tyle o sprawach bieżących, teraz chciałbym się skupić na Waszych pierwszych fascynacjach muzycznych.
P.D.: Pierwsze moje wspomnienie to gramofon na 78 obrotów i słuchanie z babcią szlagieru „Już nigdy” Sławy Przybylskiej. Potem była Irena Santor i jej piosenka „Powrócisz tu”. Tak się zresztą złożyło, że wiele lat później, w 2000 roku, miałem okazję nagrywać płytę z panią Santor. To była „Santor Cafe”, której byłem współproducentem i współaranżerem. W niektórych piosenkach byłem też muzykiem. Poza tym to standard: Pink Floyd, Rolling Stones…
R.K.: Jakoś te nasze fascynacje muzyczne gatunkowo się zazębiają. Słuchałem i Pink Floyd, i rock’n’rolla.

Rozumiem, chociaż akurat tych gigantów wymienia niemal każdy, bo elegancko. słuchaliście polskiej muzyki?
P.D.: Jeśli chodzi o polską muzykę, to nie ma co wydziwiać: SBB, Breakout, stara Budka Suflera z płytą „Cień wielkiej góry”…
R.K.: Ale zaznaczam, że tylko stara Budka Suflera! Ja dobrze przerobiłem też poezję śpiewaną.
P.D.: Oprócz tego ważny był jeszcze jazz-rock i wizyty w klubie Akwarium.

Żeby chodzić do Akwarium, trzeba było mieszkać w Warszawie. Czy Dr Misio to grupa warszawska?
R.K.: Tak, jesteśmy grupą warszawską, chociaż tylko Paweł z urodzenia jest warszawiakiem. Reszta zespołu pochodzi z Kielc. Arek Jakubik natomiast ze Strzelec Opolskich. W Kielcach do klubu Akwarium oczywiście się nie chodziło, zresztą mnie wtedy jeszcze nie było na świecie (urodziłem się w 1982 roku).

Wiemy już zatem coś o początkach, interesuje mnie tez nazwa zespołu. Czy jesteście z niej zadowoleni?
R.K.: Pierwotnie zespół miał się nazywać inaczej. W tekście Krzysztofa Vargi „Mr Hui” obok siebie pojawiają się „Mr Hui” i „Dr Misio”. I najpierw miał być właśnie „Mr Hui”.

Kto się tego Mistera przestraszył?
P.D.: O to musiałbyś zapytać Arka Jakubika. [Nie udało się – przyp. WK]

Jak myślę o misiu, to wiadomo: Miś Uszatek, Kubuś Puchatek, film Barei. Czy ta przaśność i infantylność pasuje do Waszego zespołu?
P.D.: Teraz się już tym nie przejmujemy. Choć są takie momenty, że myślisz sobie: „Misio”, Jezu, co to jest?! Ktoś, kto nas nie zna, może nie mieć fajnych skojarzeń. Ale trochę tak właśnie ma być. Bo nie jest naszym pomysłem, żeby wszyscy kupowali nasz zespół i naszą muzykę. Pracę w zespole zaczęliśmy dla siebie. Nie zastanawialiśmy się nad tym, kto nas może polubić.
R.K.: To właściwie była ostatnia rzecz, o jakiej pomyśleliśmy! Komu i gdzie sprzedać naszą muzykę. Robiliśmy to tylko dla siebie. Taki był początek zespołu.
P.D.: A potem to się wszystko trochę wymknęło spod kontroli. Ale nadal staramy się być przewrotni: w tekstach, w teledyskach. Chcemy być trochę na opak, z dystansem, z przymrużeniem oka. To ważne, bo przecież teksty na naszych obu płytach są dosyć poważne. Traktują o naszych wnętrzach, o naszych przeżyciach.

Rzeczywiście, i na pierwszym krążku „Młodzi”, i na drugim „Pogo” wiele jest żółci, goryczy, wątroby…
P.D.: Żeby nie było tylko tak bardzo poważnie i ciężko, że tylko siąść i się pociąć, przyjęliśmy konwencję dystansu.

Czy na próby zespołu przychodzą autorzy tekstów waszych piosenek, czyli Marcin Świetlicki i Krzysztof Varga?
R.K.: Raz był Krzysiek Varga, odwiedził nas podczas nagrywania płyty. Rzucił okiem na wszystko, pochwalił.

W jaki zatem sposób teksty „spotykają się” z muzyką?
P.D.: Przy nagrywaniu pierwszej płyty mieliśmy gotowych kilka kompozycji, do których Arek dopasował już gotowe teksty. Do „Mr Hui’a” z kolei wcześniej był tekst, a ja potem zrobiłem do niego muzykę. Nie ma reguły, jest różnie. Arek ma worek tekstów, bo Świetlicki i Varga stale mu je dosyłają.

To jest wyraz dużego zaufania.
P.D.: Mówimy, że Krzysiek Varga jest praktycznie członkiem naszego zespołu. My dajemy muzykę, on daje teksty.

Zespół Dr Misio w ciągu ostatnich trzech lat zagrał już około 80 koncertów. Graliście w bardzo różnych miejscach, prestiżowych, jak festiwal Camerimage, ale i legendarnych, jak Jarocin albo Przystanek Woodstock. Który z dotychczasowych koncertów był najważniejszy?
R.K.: Niezapomnianym koncertem był występ na Woodstocku w lipcu 2014 roku.
P.D.: Woodstock jest w ogóle poza jakąkolwiek kategorią. Stanąć przed 80-tysięczną widownią – a może było jej więcej – to jest wrażenie z niczym nie porównywalne. To była prawdziwa euforia, po prostu niezwykłe przeżycie. Tym większe, że publiczność naprawdę się bawiła. Ja często mam rodzaj osobistej tremy: „co ja się jaram moją muzyką, czy to kogoś zainteresuje?”. Na Woodstocku dostałem odpowiedź na moją tremę, odpowiedź pomnożoną przez osiemdziesiąt tysięcy. Inny ważny koncert zagraliśmy w czerwcu 2013 roku w Poznaniu, w klubie Blue Note. Atmosfera była wspaniała, pełno ludzi, zresztą zapis tego koncertu został wydany na płycie DVD. Tamten koncert też przeżyłem bardzo pozytywnie.

Poza wydarzeniami krzepiącymi muszą się jednak zdarzać także inne, mniej przyjemne.
R.K.: W 2011 roku graliśmy na poważnej imprezie. To był event zorganizowany z okazji trzecich urodzin miesięcznika „MaleMen”. W Soho Factory byli ludzie z branży marketingowej i reklamowej. Był jazz i tancerki Agustina Egurroli. Początkowo przyjęto nas bardzo ciepło. Nikt nie znał naszych piosenek, ale spodobało się. Aż zagraliśmy utwór „Mr Hui”. Nagle wszyscy się obrazili, słowa wzięli do siebie.
DK: To faktycznie były straszne jaja. Kiedy ludzie usłyszeli refren „wyglądam jak hui / jak stary głupi hui / jestem brzydki i kłamliwy / jestem dr miso i mr hui”, to wzięli to do siebie. A był na tym evencie Olivier Janiak. Po imprezie wystosował pismo do naszej ówczesnej menadżerki, w którym napisał, że to był skandal i w związku z tym będzie problem z pieniędzmi dla zespołu. Ostatecznie jednak zapłacili.

Osiemdziesiąt koncertów za Wami, dwie płyty wydane, jakie są dalsze plany?
P.D.: Na pewno będzie trzecia płyta. Mamy ją w planach. A cała reszta jest bardzo dynamiczna i rozwija się w nieoczekiwanych kierunkach. Tak naprawdę sami nie wiemy, co w zakresie stylistyki może nam przyjść do głowy. Mogą w nas zagrać bardzo różne rzeczy. Przecież druga płyta dość znacznie różni się od pierwszej: jest cięższa brzmieniowo, bardziej mroczna. Nie ujmując pierwszej – jest także dojrzalsza.
R.K.: Prawdą jest i to, że dłużej pracowaliśmy przy nagrywaniu drugiej płyty. Piosenki na niej są bardziej dopracowane i przemyślane.
P.D.: Poza tym był jeszcze duży stres. Nagrywając drugą płytę, musieliśmy też udowodnić, że Dr Misio to nie była jednorazowa kreacja. Mogę mówić za siebie: weszliśmy do sali prób, zaczęliśmy grać i ten stres po prostu zniknął. Zapomniałem, że robimy drugą płytę, że wypada coś udowodnić. Gdy potem usłyszałem pierwsze nagrania demo, pomyślałem, że już nie jest ważne, co sobie pomyślą inni. Ja się z tego materiału cieszę.

Od kilku minut spoglądam, jaka publiczność idzie na wasz koncert. Czy Dr Misio ma groupies?
PD i R.K.: Tak!!!

WK: Dziękuję za rozmowę.

21.11.2014, Klub U Bazyla, Poznań

 

W tym seksie jest metoda?
09 sierpnia 2018

W tym seksie jest metoda?

„Lekkie historie, literatura eskapistyczna” ‑ tak ogólnikowo i samodegradująco (?) swą twórczość określa Milo Manara. Dla włoskiego rysownika w centrum zainteresowania tych pozornie niewyszukanych opowieści znajdują się kobiece ciało i odważna erotyka...

Kto tu jest dla trollowania
08 sierpnia 2018

Kto tu jest dla trollowania

W Muzeum Sztuki trzepali na bramkach. Choć od dawna żartujemy ze znajomymi z tego, że kontrola w ich salach jest nadmierna, to wernisaż wystawy „Peer-to-peer” to już była przesada.