06 grudnia 2017
45800_2

Dlaczego obejrzałam
wszystkie odcinki islandzkiego
serialu „W pułapce”

W islandzkim serialu kryminalnym – poza policjantami i podejrzanymi o morderstwo – główną rolę odgrywa pogoda. Burza śnieżna, wiatr, bardzo niska temperatura i tony, tony śniegu. To one decydują o tym, jakie wyzwania czekają na śledczych i pozostałych bohaterów. W efekcie koszmarnej (nawet jak na nordyckie standardy) pogody portowe miasteczko jest niemal całkowicie odcięte od świata zewnętrznego.

Głównym bohaterem serialu jest Andri (w tej roli charyzmatyczny Ólafur Darri Ólafsson) – policjant przeniesiony – z powodu niewyjaśnionych do końca minionych spraw – z Reykjaviku na prowincję. Jego niedźwiedzi urok tylko na początku przesłania inne cechy charakteru. Od pierwszych scen widz może się czuć nieco zagubiony w rodzinnym układzie bohatera. Mieszka z dwiema córkami i rodzicami byłej żony, która w sposób niejednoznaczny i skomplikowany emocjonalnie powraca co chwilę do jego życia. Sytuacja jest raczej z tych paskudnych. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze historia z przeszłości, która stale obecna jest w życiu całej rodziny nie tylko za sprawą dużego portretu zmarłej dziewczyny wiszącego na ścianie. Jej śmierć podczas pożaru zarówno w niejasny sposób wiąże się z najnowszą zbrodnią, jak i wprowadza istotny osobisty i rodzinny komponent do całej historii.

 

 

W serialu wszystkie wydarzenia zdają się ze sobą łączyć, wzajemnie na siebie wpływać i przykrywać kolejnymi warstwami prawdę o tym, co się wydarzyło. Dostrzegam w tym wadę „W pułapce”. Ta niemożliwość wprowadzenia jakiegokolwiek wątku epizodycznego, który nie łączy się z główną historią, to także przesadne ułatwienie dla widza. Niewiele tu ślepych ulic czy błędnych tropów. Wszystko się ze sobą łączy i od pierwszych odcinków możemy mieć pewność, że dokładnie tak będzie do końca. Nie tylko osłabia to napięcie, ale odbiera serialowi potencjał wykroczenia poza znaną konwencję. Bardzo dobrze w tym przypadku wyreżyserowaną i zagraną, ale jednak konwencję.

Okropnie klaustrofobiczna atmosfera w miasteczku sprzyja wrażeniu, że każdy może być podejrzanym. Początkowo jednak to wśród pasażerów statku, który służby zatrzymują w porcie w związku z morderstwem, będziemy się spodziewać znalezienia winnego. Serial sprawnie wykorzystuje znany motyw. Dzięki temu nie tylko poznajemy społeczność lokalną, mroczne interesy łączące przyjezdnych i mieszkańców, ale też mamy okazję dostrzec, jak wiele rzeczy może pójść źle nawet wtedy, gdy podejrzany jest już w celi. W policyjnym trio – poza Andrim – najciekawszą postacią jest Hinrika (w tej roli znana choćby ze wspaniałego filmu „FúsiIlmur Kristjánsdóttir). To w jej domu ukrywać się będą uratowane z przemytu ludźmi dwie siostry; to ona nawiąże niejednoznaczną przyjaźń z największym podglądaczem w miejscowości. To wreszcie ona odegra kluczową rolę w doprowadzeniu sprawy do końca.

 

 

Najmocniejszym punktem serialu są jednak zdjęcia. Wspaniała, zapierająca dech w piersiach czołówka, później pejzaże, ujęcia panoramy miejscowości. Lód, śnieg i woda nieustannie pokazywane są nie tylko z dużą subtelnością, ale i bez nachalnego „podkręcania” obrazu. Islandzkie zdjęcia nie wdzięczą się do widza, ale zapewniają o wyjątkowości miejsca. Zarówno aura, jak i warunki naturalne sprawiają, że – mówiąc wprost – i trup będzie w innym stanie, i pościg będzie wyglądał inaczej niż zwykle. Lawina śnieżna wywołana nieopatrznie przez jednego z mieszkańców prowadzi do paraliżu całego miasteczka z powodu odcięcia prądu. Kiedy upokorzony chłopiec ucieknie od koleżanek, lęk opiekunów nie będzie typową obawą. W perspektywie zawsze jest ryzyko zamarznięcia, zgubienia się w burzy śnieżnej czy stoczenia się wraz z lawiną. Pod tym względem serial jest chyba najciekawszy. Nie tylko wykorzystuje pejzaż i specyfikę islandzkiej miejscowości jako tło dla akcji. To te czynniki są jej zasadniczą treścią.

„W pułapce” pokazuje także problemy, z którymi mierzą się wszyscy telewizyjni policjanci: od brytyjskiego „Broadchurch”, przez szwedzko-duński „Most nad Sundem”, po czeskie „Pustkowie”. Nie tylko indolencja wysoko postawionych urzędników i dowódców jest problemem, ale także wścibstwo prasy i mediów, które w ostatecznym rozrachunku utrudniają śledztwo. Trudno uznać za marginalny wątek chciwości i zła, za które odpowiedzialni są miejscowi biznesmeni. Krytyka kapitalizmu po kilku latach od kryzysu, który z całą mocą uderzył w Islandię, nie mogła się nie znaleźć wśród zainteresowań twórców serialu. Dylematy, które dzielą jedną z rodzin, są bardzo zbliżone do tych znanych z „Pustkowia”. Ludzie, którzy nie chcą zniknąć, stoją na drodze ludziom, którzy swoje krwiożercze kapitalistyczne instynkty uzasadniają postępem i mętną wizją dobrobytu. To dobrze znany telewizji ostatnich lat problem i – mimo że akurat pod tym względem w „W pułapce” nie mamy nic nowego – należy chyba uznać, że to jazda obowiązkowa seriali krytycznie odnoszących się do rzeczywistości i systemu gospodarczego, w jakim żyjemy.

 

 

Kolejny raz podczas oglądania islandzkiej produkcji filmowej lub serialowej jestem zachwycona jakością gry aktorskiej. Nie mamy tu popisów i szarży, ale doskonale zgrany zespół, w którym nikt nie zostaje w tyle. Dialogi i ich wykonanie są precyzyjne, pozbawione niepotrzebnych wyjaśnień czy przesadnej mimiki. Bohaterowie są na tyle przekonujący, że w efekcie nawet pewne luki fabularne zdają się mieć marginalne znaczenie. W miasteczku nie brakuje dziwaków, ludzi dojmująco samotnych, cwaniaków i islandzkich Januszów biznesu. Wszystkie te postaci są jednak „z tego świata”. Twórcy zadbali o to, żeby serial był spójny w każdym wymiarze. Chwilami można odnieść wrażenie, że ta pieczołowitość odwraca uwagę reżysera od dynamiki akcji. Dłużyzn nie ma jednak zbyt wiele, a 10 odcinków (po 50 minut każdy) sprawia, że chce się więcej. Serial w reżyserii Baltasara Kormákura (znanego choćby z filmów „101 Reykjavik” czy „Na głębinie”) emitowano dwa lata temu i – mimo że zapowiedziano kontynuację – na razie ani widu, ani słychu. Chociaż nie sposób narzekać na niedobór nordyckich seriali kryminalnych (a nawet nordic noir), byłoby szkoda, gdyby zakończono „W pułapce” na jednym sezonie.

 

„W pułapce”
twórca: Baltasar Kormákur
RVK Studios (w Polsce dostępny na platformie Netflix)

Mit Lanthimosa
15 grudnia 2017

Mit Lanthimosa

W niedzielę, 29 października, kiedy decyduję się obejrzeć „Zabicie świętego jelenia” na American Film Festival we Wrocławiu, orkan „Grzegorz” szaleje w najlepsze. Stąd moje obawy i jednocześnie świadomość oceanu szaleństwa, stojącego za podjęciem decyzji o wyruszeniu tego dnia w podróż...

Metatechnologiczny świat
15 grudnia 2017

Metatechnologiczny świat

Prezentowana w krakowskim MOCAK-u wystawa „Nonsensowne technologie” Przemysława Jasielskiego i Rainera Prohaski to wyraz stworzonej przez artystów w 2015 roku koncepcji artystycznej opierającej się właśnie na pojęciu tytułowych „nonsensownych technologii”...

Teza, antyteza, synteza
13 grudnia 2017

Teza, antyteza, synteza

Wbrew temu, co może się pochopnie nasuwać, Lotto nie nazwali się na cześć Totalizatora Sportowego – zainspirował ich zapomniany artysta, Lorenzo Lotto.