15 czerwca 2019
v1_MZakrzewski
Purple Rain Mini Vogue Ball by House of Army, Pawilon, grudzień 2018. Fot. Maciej Zakrzewski

Deep in Voguing

Voguing – wpisany w tkankę sceny ballroomowej – wykroczył poza modną formę tańca, stając się subkulturą z własną społecznością, estetyką i aksjologią. Dziś przeżywa nowe życie – a tych miał co najmniej kilka na przestrzeni ostatnich stu lat. W świetle zainteresowania tematem, rosnącego nieproporcjonalnie do prób zgłębienia go na rodzimym gruncie, warto (choćby sumarycznie) nakreślić jego bogatą historię. Okazję ku temu daje nie tylko fakt, że Poznań stanowi jedno z głównych ognisk voguingu w Polsce, ale też występ berlińskich voguerów i zbliżający się poznański bal, kultywujący długą tradycję ballroomu.

„Harlem was in vogue”

Na pierwotny trop sceny ballroomowej natkniemy się na parkietach nowojorskiego Harlemu drugiej połowy XIX stulecia. W 1869 roku, w tamtejszym Hamilton Lodge odbył się pierwszy dansing zrzeszający queerową społeczność górnego Manhattanu. W Masquerade and Civic Ball brali udział zarówno czarni, jak i biali homoseksualni uczestnicy przebrani w stroje przeciwnej płci. „Męskie kobiety i kobiecy mężczyźni. Jak odróżnić koguty od kur?” – pisał „The New York Age” w 1926 roku. Cross-dressingowym potańcówkom oraz wtórującym im konkursom przyglądała się kulturalna śmietanka metropolii. W lożach zasiadali między innymi pisarze z Charlesem Henrym Fordem i Parkerem Tylerem na czele, a także lider harlemskiego renesansu – Langston Hughes, który urzeczony „spektaklami koloru”, stwierdził: „Harlem was in vogue”. Popularność queerowych zabaw tanecznych (określanych także mianem faggots/fairies ball) rozlewała się sukcesywnie na cały Nowy Jork. W latach 20. i 30. ubiegłego stulecia organizowano je chociażby w Savoy Ballroom przy Lenox Avenue, Walhalla Hall, Rocket Palace, Webster Hall, Elks Lodge, a nawet w hotelu Astoria i Madison Square Garden.

 


Drag Ball w Webster Hall na Greenwich Village, lata 20. XX w., Wikimedia Commons

 

Wraz z zataczającym coraz szersze kręgi rozgłosem, jaki zyskały bale, wzbierała fala krytyki. Już w 1912 roku organizacja reform moralnych, Committee of Fourteen, piętnowała beztroską rozrywkowość, przełamywanie płciowych konwencji oraz strojny ekscentryzm, uznając scenę ballroomową za nieobyczajną. Jedenaście lat później legislatura stanu Nowy Jork zabroniła „homoseksualnego nagabywania”, co właściwie oznaczało zakaz zgromadzeń. Pod płaszczykiem prohibicji balowe parkiety były infiltrowane przez funkcjonariuszy policji. I choć dochodziło do aresztowań, częstotliwość i skala imprez nie malała.

„I have a right to show my color, darling. I am beautiful and I know I’m beautiful!”

W latach 60. ubiegłego wieku ballroom zmagał się przede wszystkim z przejawami rasizmu, również wewnątrz własnej społeczności. Od latynoskich i czarnych drag queens biorących udział w wyborach piękności wymagano „rozjaśnienia twarzy”, choć i tak ich szanse na wygraną z białymi uczestniczkami były znikome. Boleśnie przekonała się o tym Crystal LaBeija podczas konkursu Miss All-American Camp Beauty Pageant w 1967 roku, wśród jurorów którego zasiadali między innymi Larry Rivers, Jim Dine, Andy Warhol oraz jego świta w osobach Edie Sedgwick i Mario Monteza. Zwycięstwo białej konkurentki – Rachel Harlow – sprowokowało LaBeiję do manifestacyjnego zejścia ze sceny. Pełnię swojego temperamentu okazała jednak dopiero za kulisami, postponując (lub raczej, by posłużyć się slangiem, reading to filth) organizatorów i rywalki. W legendarnej scysji z gospodynią, Flawless Sabriną, Crystal wyraziła podejrzenie, że konkurs został ustawiony (pro-biały) i domagała się docenienia jej urody bez rasistowskich uprzedzeń (o czym świadczy powyższy cytat). O przebiegu i konsekwencjach owych wyborów piękności wiemy za sprawą Franka Simona, który uwiecznił je w filmie „The Queen” (1968).

Mother of the House

Rola, jaką LaBeija odegrała w kulturze ballroomu, pozostaje nie bez znaczenia. Po przegranej w konkursie zaprzyjaźniona z Crystal Lottie zaproponowała, by powołać do życia grupę pod przewodnictwem charyzmatycznej królowej, organizującą własne bale piękności. Tak oto w 1972 roku narodził się dom (pierwszy w historii voguingu avant la lettre): House of LaBeija. Pełniąca obowiązki „matki” Crystal urządzała imprezy, ale i przygarniała pod swoje skrzydła tych, których nie zaakceptowały biologiczne rodziny. Dom nie był jednak tylko schronieniem; alternatywną, przybraną familią, lecz także – i przede wszystkim – klanem, do zadań którego należało przynoszenie chwały, czyli zwycięstw w balowych konkurencjach. Pierwowzorów dla house’u – jego prestiżu i dystynktywnego stylu – dostarczały domy mody, od których kolejne klany zapożyczały nazwy (np. House of Dior czy House of Chanel). Między rokiem 1972 a 1980 powstało kilkanaście domów, zakładanych niekiedy nie przez matki, a ojców. Father Chipper i Mother Dorian założyli House of Corey, Paris Dupree i Burger Dupree – House of Dupree, Mother Avis i Father Kirk – House of Pendavis, a Kevin Omni – House of Omni.

 

 

Po gruntownych przygotowaniach reprezentanci poszczególnych domów stawali w szranki na małych i dużych balach. Przechadzając się w okazałych strojach po wyimaginowanym wybiegu, odgrywając rozmaite role i chwaląc się urodą tudzież gibkością w tańcu, walczyli o trofea. Panel sędziowski oceniał kampowy przepych manier lub też „realness” – zdolność do imitowania zachowań heteroseksualnych ludzi sukcesu (businesswomen, żołnierzy, mieszkańców Upper East Side etc.). Pojawiające się w latach 80. nowe domy musiały wypracować charakterystyczny styl, by wyróżnić się na tle innych. W 1981 roku Willi Ninja założył House of Ninja, łączący kulturę ballroomową z estetyką Dalekiego Wschodu. Rok później powstał, ufundowany przez Portorykańczyka Hectora Valle, pierwszy latynoski klan – House of Xtravaganza. Interesujący przykład domu z tamtego czasu stanowi też House of Field, skupiający białą młodzież wokół amerykańskiej projektantki mody, Pat Field. Choć rywalizował w balach na górnym Manhattanie, to jednak predylekcja jego członków do new-wave’owej mody nie licowała z faworyzowaną na Harlemie elegancją.

Hold that pose for me!

Związek ballroomu ze światem mody był i pozostaje nierozerwalny. Przełomowy moment w ich relacji nadszedł podczas pewnej imprezy w klubie Footsteps na East Village. Grający tam DJ David DePino tak wspominał niezapomniany występ Paris Dupree: „Paris trzymała w torbie egzemplarz magazynu «Vogue». W trakcie tańca wyjęła go, otworzyła na stronie ze zdjęciem pozującej modelki, po czym zastygła w tej samej pozie. Przewróciła kolejną kartkę i znów zapozowała jak na fotografii. Wszystko w rytm muzyki”.

 


Purple Rain Mini Vogue Ball by House of Army, Pawilon, grudzień 2018. Fot. Maciej Zakrzewski 

 

Pozostali uczestnicy podjęli to nowe wyzwanie, rywalizując z Paris na ruchy. W ten sposób, wedle podań wielu, narodził się voguing. Ale – jak to z mitami bywa – istnieją rozmaite wersje genezy tej formy tańca. Inna legenda głosi bowiem, że protoplastami voguingu byli czarni homoseksualni więźniowie z Rickers Island. Pozowanie miało stanowić zarówno substytut bijatyki, jak i rodzaj flirtu. Przede wszystkim jednak niosło w sobie pierwiastek subtelnego znieważenia przeciwnika (tzw. throwing shade) przez unaocznienie własnej tanecznej wirtuozerii. W ciągu zaledwie kilku lat voguing przeszedł wielką transformację, inkorporując w rezerwuar póz ruchy rodem z filmów kung-fu, staroegipskich reliefów i kontorsjonistycznych popisów. Afektacja, egzaltacja i teatralność na trwałe zrosły się z voguingiem, a on sam stał się immanentną częścią ballroomu.

„Ladies with an attitude / Fellas that were in the mood / Don’t just stand there, let’s get to it / Strike a pose, there’s nothing to it / Vogue!”

„Ten wieczór spełniał wszystkie kryteria czyniące nocne życie Nowego Jorku niezwykłym: piękno, widowiskowość, sława i genderowa dezorientacja” – pisał w maju 1989 roku Woody Hochswender. Dziennikarz zrelacjonował na łamach „The New York Times” charytatywny bal, zorganizowany w Roseland Ballroom przez Susanne Bartsch i Annie Flanders. Jego owocem było nie tylko 400 tysięcy dolarów zebranych na walkę z HIV/AIDS, lecz także wydobycie voguingu z undergroundu. Najważniejsze osobistości świata mody tego czasu (m.in. Donna Karan, Carolina Herrera, Thierry Mugler i Iman) wcieliły się w rolę sędziów voguingowej rewii. „Jestem bardzo, bardzo zła. Nikt nie poprosił mnie, bym została jurorką” – mówiła z rozbawieniem Anna Wintour, redaktor naczelna amerykańskiego „Vogue’a”.

Voguing trafił do mainstreamu. Tancerze uczestniczyli w pokazach mody i komponowali sety DJ-skie, grywane w klubach rozsianych po USA. W 1989 roku David Ian Xtravaganza nagrał utwór „Elements of Vogue”, a Willi Ninja wystąpił w teledysku do piosenki „Deep In Vogue” Malcolma McLarena. Za kulisy kultury ballroomowej wprowadził szeroką publiczność film „Paryż płonie” (1990) w reżyserii Jennie Livingstone. Między rokiem 1986 a 1989 dokumentowała ona twórczość i codzienne życie członków balowej społeczności, której bohaterami byli: Dorian Corey, Octavia St. Laurent, Paris Dupree, Danni Xtravaganza, Pepper LaBeija. Prawdziwy rozgłos o globalnym zasięgu przyniosła bowiem voguingowi Madonna. Jej singiel „Vogue” z 1990 roku (któremu wtórował teledysk z udziałem Luisa i Jose Xtravaganzy) nie schodził z czołówek list przebojów, zaś tournée „Blond Ambition” zaniosło voguing między innymi do Szwecji, Hiszpanii czy Japonii.

 


Rainbow Pride Ball, 2018, Wrocław, fot. Monika Łaskarzewska Żurek, dzięki uprzejmości House of Army

„I’m so into voguing right now”

Pierwsze lata XXI wieku potwierdziły międzynarodowy zasięg ballroomu i voguingu. Nowy Jork przestał być już ich jedyną stolicą. Dzisiaj do czołowych ośrodków podtrzymujących tradycję należą Paryż, Sztokholm, Berlin czy Moskwa. Echo dziedzictwa przodków pobrzmiewa w konkursowych kategoriach, takich jak „New Way” oraz „Old Way”, które odsyłają do stylowych differentiae specificae voguingu z lat 80. i 90. Proliferacja domów nie ustaje. Przeciwnie, house’owe rodziny rozrastają się, łączą, a przede wszystkim – rywalizują. Jedni tancerze kultywują dorobek poprzedników (np. Kia LaBeija); drudzy – wypracowują własną pozycję nowej legendy (np. Dashaun Wesley, Leiomy Maldonado). Voguing przedarł się do współczesnej popkultury (nierzadko w naskórkowej formie jako egzotyczny ornament), pojawiając się w teledyskach FKA Twigs i Ariany Grande oraz na modowym wybiegu Hood by Air. Mignął parokrotnie w „RuPaul’s Drag Race” i przypomniał o sobie w Netfliksowym serialu „Pose”. Wielu pół żartem, pół serio powtarza dziś słowa fag hag, Vanessy Hudgens: „I’m so into voguing right now”. Trudno im się dziwić, bowiem barwna i inkluzywna aura ballroomu przyciąga.

 


Purple Rain Mini Vogue Ball by House of Army, Pawilon, grudzień 2018. Fot. Maciej Zakrzewski 

Lokalny akcent

W zarysowanej tu dość zwięźle historii krystalizowania się voguingu nie można pominąć akcentu lokalnego. Poznaniacy mieli już okazję zapoznać się z tą formą tańca w wykonaniu grupy Future V podczas ubiegłorocznego Festiwalu Malta. Berlińska trupa voguerów, w skład której wchodzą głównie nieheteronormatywni uchodźcy, wystąpiła wtedy w scenerii Jeziora Strzeszyńskiego. W tym roku tancerze powrócą do stolicy Wielkopolski, aby w ramach Generatora Malta poprowadzić silent disco, nadając mu charakter ballroomu. Jednak to nie jedyna sposobność na spotkanie z voguingiem. Już niebawem w Poznaniu mieć będzie miejsce „The Mystic Ball”, organizowany przez Mother Madlen Army (Magdalena Marcinkowska) oraz Princess Kamilę Army (Kamila Górny) – założycielki pierwszego w Polsce vogue’owego domu. Ufundowanie prekursorskiego House of Army w 2013 roku poprzedzały ballroomowe starcia i warsztaty u boku takich gwiazd, jak Javier Ninja, Aviance Milan czy Karina Ninja. „Każdy udział w balu to zakochiwanie się w voguingu na nowo” – stwierdza Kamila Army, która krzewi taneczną tradycję we Wrocławiu. Madlen kształtuje poznańskie środowisko voguerów, które dało się poznać podczas kiki (tzn. małych) balów w Pawilonie lub berlińskim SchwuZu. Zbliżający się „The Mystic Ball” jest wejściem na dużą, główną scenę, na której konkurować będą także zagraniczni goście, oceniani przez reprezentantów legendarnych domów: Arturo Muglera, Charly’ego Ebony oraz Viniiego Revlona. Ta poznańska impreza to daleka krewna lub raczej spadkobierczyni queerowych dansingów z lat 20., konkursów piękności z lat 60. oraz ballroomu sprzed kilku dekad. Ich echa wybrzmią na wybiegu w każdym duck-walku, hands performansie, dipie i innych ekwilibrystycznych popisach, których warto być naocznym świadkiem.

This has got to be a special tribute to the houses of New York
Le Beija, Extravaganza, Magnifique, St. Laurent, Omni, Ebony, Dupree.
In my black tights just throwing shade
Doing this dance that some queen made.

 

„The Mystic Ball” odbędzie się 29 czerwca 2019 roku w KontenerART (ul. Ewangelicka, Poznań) o godz. 19:00. Patronem medialnym wydarzenia jest „Czas Kultury”.

Więcej informacji na stronie wydarzenia na Facebooku.

Silent disco z udziałem grupy Future V i dj-skiego kolektywu Flauta odbędzie się w ramach Generatora Malta 22  czerwca 2019, od godz. 23:00 na placu Wolności w Poznaniu.

Więcej informacji na stronie wydarzenia na Facebooku.

 


Body of the Future Kiki Ball, Poznań, 2019, fot. Przemysław Madej, Urszula Kot
 

Białe noce
18 lipca 2019

Białe noce

Ari Aster w „Midsommar. W biały dzień” wytwarza własny język i poszerza ramy gatunku. Zaciekawiony symbolicznym potencjałem mistycznego kina grozy, sprawdza, co jeszcze się tam kryje, kłębi i kotłuje...

Amalgamat (czyt. miszmasz)
17 lipca 2019

Amalgamat (czyt. miszmasz)

W zaskakująco skromnym programie tegorocznego idiomu festiwalu Malta, od lat stanowiącego najważniejszy blok festiwalowego programu, nie znalazło się niemal nic, co mogłoby dorównać maltańskiemu formatowi i realizowanym wcześniej ambicjom, które od lat wysoko ustawiały poprzeczkę oczekiwań widzów...