carbonfootprint
Based on: "Carbon footprint and Pikachu" by badjonni on Flickr

CZYTANKI KLIMATYCZNE: Ślad węglowy i odpowiedzialność

„Czytanki klimatyczne” to cykl spotkań wokół zmian klimatu i wpływu człowieka na środowisko. Spotkania każdorazowo odbywają się w dwóch odsłonach: w pierwszej referujemy i omawiamy teksty skupiające się wokół wskazanego tematu; w drugiej refleksje cudze ustępują miejsca refleksjom własnym – wypełnia ją rozmowa. Taki sam układ proponujemy jako ramę dla tekstów w nowym cyklu artykułów na łamach CzasKultury.pl, nawiązującym do spotkań.

 

Węglowa intuicja

Wydany w 2010 roku przewodnik Mike’a Bernersa-Lee pod tytułem „How Bad Are Bananas?” [Jak bardzo złe są banany?] zawiera informacje o śladzie węglowym pięciuset różnych towarów i usług. Autorowi nie chodzi o to, byśmy z ową listą liczyli emisje towarów w supermarketowym koszyku – chciałby jedynie, żebyśmy wykształcili w sobie intuicję węglową. Zwykle wiemy mniej więcej, ile kosztują różne produkty; potrafimy ocenić, czy stać nas na zakup, a skutki wydatków wpływają bezpośrednio na zawartość naszego portfela. Nie mamy podobnego wyczucia w kwestii emisji generowanych przez to, co kupujemy, a skutki tych emisji są rozłożone na wiele lat i istnień.

Mimo podejmowanych niegdyś prób podawania śladu węglowego na etykietach produktów, praktyka ta jest niesłychanie rzadka. Na jedną z przyczyn wskazuje Hanna Schudy na stronie Krytyki Politycznej: chodzi o charakter obliczeń, które są trudne, pracochłonne i obarczone dużym błędem. Jest tak, gdyż obliczenia dotyczą bardzo długich i skomplikowanych łańcuchów dostaw z różnych krajów i sektorów, a zatem wymagają upraszczających założeń. Nie trzeba jednak ich znać z dużą dokładnością; dla budowania intuicji węglowej ważny jest przede wszystkim rząd wielkości.

Znając go, widzimy różnicę między różnymi źródłami emisji. Zupełna rezygnacja z samochodu na rzecz roweru, ograniczenie lotów i przejście na weganizm będą działaniami o dużym znaczeniu. Dylematy w rodzaju suszenia rąk papierem lub suszarką elektryczną, wybór między plastikowymi i bawełnianymi torbami na zakupy czy dyskusje o szkodliwości środowiskowej inhalatorów i strzykawek insulinowych nie mają dużego znaczenia i mogą być tematami zastępczymi.

Tego typu tematy zastępcze stają się narzędziem greenwashingu odwracającego uwagę od ważniejszych kwestii. Przykładem mogą być tu tak zwane lotniska zero-carbon generujące energię elektryczną na własne potrzeby, a jednocześnie będące przestrzenią dla wysokoemisyjnego transportu lotniczego.

 

Liczby

W temacie śladu węglowego ważne są liczby. Na podstawie danych Banku Światowego wiemy, że średnie emisje generowane w ciągu roku w przeliczeniu na jedną osobę to:

  • ponad 15 ton CO2 w Australii, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie,
  • około 10 ton ekwiwalentu[1] CO2 w Polsce,
  • około 8 ton w Polsce, jeśli weźmiemy pod uwagę tylko dwutlenek węgla,
  • około 5 ton emisji dwutlenku węgla w skali świata,
  • niecałe 2 tony w Indiach (szybko rosnące emisje).

Jak to się ma do celów polityk klimatycznych?

Berners-Lee policzył, że 150 ton CO2 to jedna śmierć spowodowana zmianami klimatu. Ile kosztuje jedno życie na rynku handlu emisjami? Jakieś 1 600 brytyjskich funtów – bo jedna tona CO2 to około 12 funtów. Żeby wyciągnąć taką tonę z atmosfery, musimy wydać od 5 do 50 dolarów na sadzenie drzew, a nawet kilkaset dolarów w przypadku nowych technologii negatywnych emisji (tym tematem zajmiemy się na kolejnych czytankach 16 stycznia).

 

Odpowiedzialność

Bill Gates wygenerował w jednym roku 1 600 ton emisji CO2 samymi lotami prywatnym samolotem. Czy jest zatem odpowiedzialny za przyszłą śmierć 12 osób?

Odpowiedzialność często przypisuje się poszczególnym państwom. Stąd wiadomo, że Chiny generują największą bezwzględną ilość emisji gazów cieplarnianych, a Stany Zjednoczone „przodują” w emisjach per capita. Polska wytwarza około 1% światowych emisji.

Ale przypisywanie emisji do państw nie jest takie proste. Jeśli przypiszemy je według miejsca produkcji, okaże się, że industrialne regiony Azji odpowiadają za emisje związane z produkcją towarów eksportowanych do zamożniejszych regionów świata – mimo że ich mieszkańcy żyją raczej skromnie, także pod względem emisji. Kraje nordyckie z kolei będą mogły uznać, że są liderami dekarbonizacji pomimo ogromnych emisji związanych z zakupami ich mieszkańców. Szczególnym przykładem jest Norwegia, która produkuje energię elektryczną w niskoemisyjny sposób, ale nie chce wziąć odpowiedzialności za emisje związane ze spalaniem wydobywanej i sprzedawanej przez nią ropy.

Rozwiązaniem może być przypisywanie emisji według miejsca konsumpcji. Zwraca na to uwagę, rozpatrując rzecz w skali miast, David Roberts na portalu Vox. Opowiada on o „miastach-producentach” znajdujących się w Afryce i Azji oraz „miastach-konsumentach”, takich jak metropolie Europy, Australii i Stanów Zjednoczonych. Autor proponuje, by miasta z drugiej grupy wzięły odpowiedzialność za zakupy swoich mieszkańców.

Z podobnego założenia wychodzą Diana Ivanova i jej współpracownicy, podając, że 60–80% światowych emisji pochodzi z konsumpcji gospodarstw domowych. Pokazują oni silną zależność między emisjami a zamożnością, co powoduje ogromne nierówności opisane w raporcie Oxfam na ten temat: 10% najzamożniejszych osób na świecie generuje około 50% światowych emisji. Najbiedniejsza połowa ludzkości, najbardziej narażona na skutki zmian klimatu, wytwarza tylko jedną dziesiątą emisji.

Według raportu Credit Suisse, aby znaleźć się w grupie najzamożniejszych 10% świata, trzeba posiadać co najmniej 100 tysięcy dolarów w oszczędnościach i nieruchomościach. Warunki takie spełnia ponad 35% Niemców i Szwedów, około 40% Duńczyków i Norwegów, a także 10% mieszkańców Polski i Chin. Można więc powiedzieć, że największą część emisji wytwarza globalna klasa średnia. Czy zatem odpowiedzialność za kryzys klimatyczny spoczywa na mieszkańcach miast należących do klasy średniej w zamożnych regionach świata?

 

Indywidualizacja winy

George Monbiot na stronie „The Guardiana” stwierdza, że zrzucenie odpowiedzialności za ziemiobójstwo (ang. ecocide) na jednostki i ich wybory konsumenckie jest największym kłamstwem ostatnich dekad i fortelem firm paliwowych mającym oczyścić je z winy. Do nadkonsumpcji prowadzi promowany przez korporacje konsumpcjonizm, który jest ideologią tak bardzo powszechną i ugruntowaną, że już przestaliśmy go traktować jak ideologię.

Jak pisze Pavel Šplíchal, indywidualizacja winy jest częścią doktryny neoliberalnej, według której wolny rynek i kapitał mają rozwiązać problemy ekologiczne, a rola państwa jest coraz mniejsza. W myśl słów Margaret Thatcher, że „nie ma czegoś takiego jak społeczeństwo, są tylko pojedynczy mężczyźni, kobiety i rodziny” – to na nich spoczywa odpowiedzialność, także za emisje. Chcąc dbać o środowisko, a jednocześnie napędzać gospodarkę, najlepiej skupiać się na „lepszej konsumpcji”, czyli kupowaniu innych, bardziej „zielonych” produktów. Neoliberalna doktryna mniej (lub wcale nie) mówi o zmniejszaniu konsumpcji. Depolityzacja ekologii sprawia, że wybory konsumenckie są na pierwszym planie, a działaniom niezwiązanym z konsumpcją (na przykład aktywistycznym) nie poświęca się uwagi.

Według Oxfam, wśród 10% najzamożniejszych i najwięcej emitujących osób świata jest wiele takich, które aktywnie działają na rzecz ograniczania zmian klimatu. To do nich, względnie zamożnych i wykształconych czytelników „The Guardiana”, kieruje swoje teksty Monbiot, nawołując do aktywizmu spod znaku Extinction Rebellion. Teksty te w pewnym sensie „rozgrzeszają” ową grupę społeczną, a ich autor szuka winy gdzie indziej.

 

Elity i przemysł paliwowy

Odpowiedzialność za kryzys klimatyczny przypisuje się w raporcie Oxfam „elicie elit”: miliarderom, właścicielom największych firm, którzy w ostatnich dekadach – gdy już dobrze znane były przyczyny zmian klimatu – zwiększyli swoje inwestycje w paliwa kopalne. Niektórzy z nich aktywnie działali na rzecz dezinformacji, denializmu klimatycznego i lobbingu mającego na celu powstrzymanie potrzebnych reform. Jak podaje „The Guardian”, dwadzieścia firm wyemitowało 35% emisji CO2 i metanu skumulowanych od 1965 roku, a sto firm odpowiada za 71% emisji gazów cieplarnianych od 1988 roku.

Czy zatem style życia i indywidualne wybory mają znaczenie, gdy duże korporacje i sama struktura systemu kapitalistycznego propagują nadmierną konsumpcję i produkcję? Jak w takiej sytuacji rozkłada się odpowiedzialność za emisje? Te pytania otworzyły naszą dyskusję.

 

Dyskusja

Iwo: Rozważmy przez chwilę footprint miksera. Czy to my jesteśmy odpowiedzialni za ślad węglowy powstały przy jego produkcji czy producent; tylko producent czy także firma transportowa i sklep, który mikser sprzedaje? Czy powinniśmy się dzielić tą odpowiedzialnością jako konsumenci i w jakich proporcjach?

Joachim: Może ta odpowiedzialność powinna być zawarta w cenie? Mikser kosztowałby 2 500 złotych zamiast 250 złotych i w ten sposób by zdyskontował ślad węglowy. Z drugiej strony wyższa cena wpłynie na zwiększenie nierówności. Ci, którzy emitują najwięcej, i tak nie kupią tego miksera, bo mają szefa kuchni, który dla nich gotuje. A biedniejszych, którzy emitują najmniej, przestanie być stać na potrzebny im sprzęt.

Dominika: Na co zostałyby przeznaczone te pieniądze?

Agata: Byłby to podatek od śladu węglowego, który urealni kwotę.

Michał: Obecnie korzystamy z taniej przyrody, która jest eksploatowana bez żadnych kosztów lub przy kosztach minimalnych; do tego dodać należy wyzysk pracowników. Rzeczy są zbyt tanie w stosunku do tego, ile faktycznie kosztują.

Maciej: Dochodzi do absurdalnych sytuacji. Ktoś w Polsce kupuje wydobyty w Polsce kamień, wysyła go do Chin do cięcia, by następnie kamień ten wrócił do Polski. Z jakiegoś powodu jest to opłacalne: wysłanie kontenera kamienia do Chin statkiem, by wrócił tutaj pocięty. Widać, że dla gospodarki ślad węglowy jest kompletnie nieważny. Jeśli zamknie się hutę żelaza w Krakowie, to stal będzie produkowana w Chinach i sprowadzana tutaj; więc OK., nie będziemy truć sobie powietrza, bo będziemy importować. Będziemy produkować więcej CO2, ale koszty będą niższe.

Franek: Inna absurdalna sytuacja dotycząca wydobycia: ciekawe, że norweski rząd tak słabo uzasadnia swoje wydobycie i eksport ropy. Mógłby powołać się na przykład na potrzeby rolnictwa światowego i konieczność „żywienia świata”. Mógłby też starać się „wybielać” samą ropę sugerując, że ją wydobywa i eksportuje celem pracy nad nowymi technologiami jej użycia - takimi, które ropy nie będą spalać, tylko traktować np. jako pożywkę czy materiał organiczny.

Ada: Odpowiedzią na problemy żywieniowe świata jest budowanie bezpieczeństwa żywnościowego, lokalnych sieci dostawców i producentów oraz odejście od rolnictwa opartego na wydobyciu ropy naftowej i produkcji nawozów z tej ropy.

Iwo: Ponowię więc pytanie: kogo chcemy obciążyć odpowiedzialnością? Czy my jesteśmy odpowiedzialni za to, co produkuje się w Chinach, bo to kupujemy, czy Chiny są odpowiedzialne, że tam się to produkuje? To jest podstawowe pytanie.

Agata: Artykuły proponowały dość skrajne odpowiedzi: odpowiedzialni są albo konsumenci, albo rządy poszczególnych państw, albo neoliberalizm jako ideologia, albo lobbing dużych korporacji. Pozostaje kwestia tego, gdzie się w tej dyskusji sytuujemy. Mam wrażenie, że greenwashing się rozszerza z wpływu na wizerunek konkretnych firm w kierunku wpływu na całą medialną dyskusję. Dyskusja medialna podlega podobnemu greenwashingowi przez to, że się w 95% skupia na wyborach indywidualnych. Ta intensywność wytwarza wrażenie, że nie ma już miejsca na nic innego.

Michał: Myślę, że częstym problemem jest przypisywanie odpowiedzialności tylko jednej stronie. To bardzo uproszczone myślenie o świecie – w rzeczywistości nie da się tej kwestii tak rozwiązać. Tak samo jak konsumpcja napędza produkcję, produkcja napędza konsumpcję. W poszukiwaniu odpowiedzialności i winy należy szukać punktów zwrotnych. Jeśli faktycznie chcemy wskazać osoby odpowiedzialne, możemy je znaleźć wśród tych dwudziestu firm, które wygenerowały 35% emisji od 1965 roku. Możemy wspomnieć jakiegoś ministra, jakiegoś miliardera…

Jednocześnie można mówić o stylach życia i nadkonsumpcji, gdyż walka z nadkonsumpcją nie polega na obwinianiu siebie nawzajem, tylko na mówieniu o tym, co jest dużą częścią problemu. I dlatego kategoria winy mi tu nie pasuje; odpowiedzialność jest już trochę lepszą kategorią, ale może powinno się mówić raczej o przyczynie i byciu częścią czegoś. Niebezpieczne jest też (pojawiające się w tekście z Krytyki Politycznej) mieszanie „lepszej konsumpcji” i „mniejszej konsumpcji”. Bardzo często kwestie kluczowe, takie jak spożywanie mięsa i transport lotniczy, wrzuca się do jednego worka z przysłowiowymi słomkami czy też wycieraniem rąk o papierowe ręczniki. Rozumiem, jakie znaczenie ma zajmowana przestrzeń w medialnej dyskusji, ale w mediach, których jestem odbiorcą, temat nadkonsumpcji nie zajmuje obecnie dużo miejsca.

Maria: Sama sprzedaż bywa cyniczna. Książka dla małego konsumenta, który ma się na tej książce wychować, bywa drukowana w Chinach. Mieliśmy taki mały skandal w branży. Dlaczego? Być może przy dużej liczbie egzemplarzy wyszło taniej? Być może to kwestia tańszego papieru? Jak się współcześnie papier pozyskuje i ile to kosztuje? Mieliśmy problem: małe, zacne wydawnictwo, przekazujące ważne treści, drukuje swoją książkę w Chinach. Książka płynie kontenerowcem, jedzie ciężarówką do mojej księgarni. Kto jest odpowiedzialny za cały proces? Wydawca, bo szuka oszczędności? Ja, bo tę książkę sprzedaję? Ktoś, kto tę książkę kupuje? Problemem jest tu i etyka pracy w innym kraju i transport z innego kontynentu i pozyskanie materiału do produkcji. Sądzę, że to pokazuje, że w każdej branży są różne dylematy i że osób odpowiedzialnych jest tyle, ilu ludzi stoi za konkretnym produktem i za decyzjami, w jaki sposób ten produkt jest wytwarzany.

Paulina: Dla mnie to jest pytanie polityczne. Tak, wszystkie podmioty są za to odpowiedzialne – ale jednak w kapitalizmie to wytwórcy naszych potrzeb skłonili nas, żebyśmy kupowali rzeczy. Powstała epoka, w której obywatel ma chcieć więcej. Wspiera to cały przemysł reklamy, marketingu, mając nas zachęcać, abyśmy kupowali produkty. Wobec tego nie powinno się mówić, że to konsument ponosi odpowiedzialność – bo on przez wiele lat, od samych narodzin, był „bodźcowany” treściami, zachęcany i przysposabiany do kupna; jeśli nie uzyskał odpowiedniej wiedzy, nie będzie w stanie tego zauważyć, ocenić i dokonać świadomego wyboru.

Maciej: Ciekawa jest kwestia tego, jak wielki biznes kieruje naszymi potrzebami. W 1939 roku na wystawie w Nowym Jorku General Motors stworzyło tak zwaną Futuramę. To była wizja miasta przyszłości z ośmiopasmowymi autostradami, ludźmi mieszkającymi na przedmieściach. Był to czas po kryzysie, więc obraz ten potężnie działał na Amerykanów, którzy marzyli o takim życiu. W rezultacie wystawa została znakomicie zrecenzowana. Poza sferą wystawy i aspiracji sprawa przybrała inny wydźwięk: to przez koncerny samochodowe padła komunikacja zbiorowa w Stanach Zjednoczonych. To tutaj budowane były pierwsze linie kolejowe – teraz bardzo trudno dojechać gdzieś pociągiem. W artykule była mowa o tym, że w konsumpcjonizmie wybór jest iluzją: tak naprawdę te wielkie firmy wpłynęły na to, że albo wyboru nie mamy, albo wybór, którego dokonujemy, jest nieistotny. Sprawdzałem kiedyś, jak dojechać koleją do Włoch – i „wybór” był taki: albo dwie godziny samolotem za 60 złotych, albo dzień pociągiem za 500 złotych.

Franek: Gdy się myśli o odpowiedzialności, trzeba wziąć pod uwagę możliwości. Pewne osoby nie mogą zmienić swojego życia, nawet gdyby chciały. Nie chodzi tylko o kwestie możliwości finansowych. Zmiana stylów konsumpcyjnych będzie możliwa, kiedy będziemy w stanie odciąć się od medialnych sygnałów prokonsumpcyjnych i gdy będziemy mieli środki na refundowanie psychoterapii każdemu obywatelowi, by zaczął doceniać inne rzeczy niż konsumpcja. Ani jako jednostki, ani jako państwo takich środków nie mamy. Dysponuje nimi zapewne owe sto najbogatszych osób. Klasa średnia nie ma takich możliwości.

Michał: Jeśli chodzi o dostępność dóbr materialnych i posiadane wygody, żyjemy jak cesarze dawnych czasów. Oczywiście to jest względne i problemem jest to, że jesteśmy umieszczeni w jakiejś hierarchii, w której jesteśmy na dole albo w środku – co zakrywa świadomość, że mamy tak bardzo wygodne życie. To jest bardzo mocno związane z nierównościami społecznymi i tym, co jest społecznie i medialne kreowane jako model dobrego życia, do którego aspirujemy.

Amadeusz: Odpowiedzialność, o której mówimy, nie rozkłada się po równo – i dyskusja o tym jest bardzo potrzebna. Bracia Koch, czarne charaktery uosabiające przemysł wydobywczy, to ludzie, którzy zainwestowali miliardy dolarów w celową dezinformację, mając pełną wiedzę o tym, co się dzieje i jakie będą konsekwencje ich działań. Instrumenty prawne za tym nie nadążają, bo w większości systemów prawnych nie ma czegoś takiego jak „zbrodnie przeciw ludzkości związane z klimatem", „zbrodnie klimatyczne” czy „zbrodnie ekonomiczne". A byłyby bardzo potrzebne i przydatne!

Myślę też, że powinno się zakazywać takich greenwashingowych kampanii, w ramach których konkretne firmy, robiąc rzeczy kompletnie wbrew swojej codziennej działalności, pakują miliony dolarów w to, żeby pokazać się jako „eko”.

Nie chcę całkowicie zdjąć odpowiedzialności ze stylów życia – bo w ich obrębie zmiana jest i będzie konieczna – ale naprawdę nie jest tak, że wina się rozkłada po równo.

Michał: Nie uważam, że odpowiedzialność rozkłada się równo i też nie uważam, że wina się rozkłada po równo. Jeśli szukamy winnych, to należy robić to wśród aktorów kluczowych wydarzeń. Można wskazać osoby, które inwestują w węgiel, podejmują decyzje polityczne podtrzymujące ten system. Ale jednocześnie nie oznacza to, że sposób, w jaki żyjemy, jest do utrzymania. Jeśli chcemy odwrócić te tendencje w jakiś sposób, to musimy mówić, że konsumpcjonizm nie jest OK. A żeby mówić, że konsumpcjonizm nie jest OK., musimy przypisać odpowiedzialność osobom, które konsumują nadmiernie. Nie chodzi o to, że jedna osoba ma taką samą odpowiedzialność jak właściciel dużej firmy – ale o to, że jakąś ma.

Nie uważam, że jestem winny zmianom klimatu, bo latam samolotem; ale uważam, że należy mówić o lataniu samolotem dlatego, że mówienie o tak zwanych indywidualnych wyborach (chociaż to kwestia kontrowersyjna, czy istnieje coś takiego jak „wybór indywidualny”) jest jednocześnie zwracaniem uwagi na sektory problematyczne. Można sobie pomyśleć, że „głupi ludzie ciągle latają”, ale można też zacząć dociekać, dlaczego tanie linie są tak tanie, dlaczego nie ma podatków, dlaczego są wielkie ulgi, dlaczego koleje są w fatalnym stanie. Możemy prześledzić decyzje, które do tego doprowadziły i co za nimi stało. I dopiero wówczas dochodzimy do kwestii kluczowych.

Iwo: Co masz na myśli, mówiąc, że nie ma czegoś takiego jak wybór indywidualny?

Michał: Uważam, że każdy nasz wybór jest determinowany warunkami, w jakich jesteśmy wychowywani, tym, z kim rozmawiamy i co oglądamy, możliwościami, które przed nami stoją – i zawsze wybór ten jest mocno ograniczony. W tym sensie nie jest indywidualny, ale w dużej mierze społeczny. W mówieniu o indywidualnych wyborach zapominamy, że żyjemy w społeczeństwie i nic, co robimy, nie jest zatomizowane. To, że teraz możemy myśleć o ograniczaniu produkcji mięsa i że poświęcane są temu akcje polityczne, jest wynikiem wcześniejszych działań ruchów na rzecz wyzwolenia zwierząt oraz wegańskiego. Ten drugi jest ściśle powiązany ze stylem życia. Istnieje na to określenie: lifestyle movement – czyli „ruch społeczny związany ze stylem życia”. Podobnie jest z zero waste, który zwraca uwagę na kwestie opakowań; podobnie zaczyna się dziać w kwestii lotnictwa. Najpierw identyfikujemy jakiś problem, który jest związany z zachowaniami społecznymi, a następnie szukamy rozwiązań politycznych.

Franek: Bardzo ciekawa jest ta dynamika zaczynu i kuli śniegowej. To znaczy, że potrzebujemy twardego jądra – w tym przypadku wegan, którzy żyją w określony sposób i propagują ten styl życia – by wokół tego obudować zmianę systemową. Wiadomo, że całe społeczeństwo nie przejdzie na weganizm, potrzebny jest jakiś rodzaj silniejszych motywacji ekonomiczno-prawnych. A te nie powiodą się bez inspiracji płynącej od tej grupy społecznej. To jest bardzo ciekawa dynamika sprzężeń.

Iwo: Każdą dużą zmianę możemy, rozbierając na kolejne czynniki składowe, sprowadzić do zmiany w jednostce. Powinniśmy o tym przypominać za każdym razem, gdy mówimy, że wybór jednostki nie ma znaczenia w kontekście czegoś. Zmiana systemowa musi mieć początek w zmianie jednostki.

 

 

Redagował Michał Czepkiewicz, spisała Judyta Nadziejko

 

 

Poznańskie „Czytanki klimatyczne” odbywają się w redakcji „Czasu Kultury” i są otwarte dla wszystkich chętnych do udziału w rozmowie.

 

[1] Emisje liczone według ekwiwalentu CO2 obejmują także wpływ na klimat innych gazów cieplarnianych, takich jak metan i tlenki azotu (NOX).

In vagina veritas
29 września 2020

In vagina veritas

Wystawa skłania do pytania: Unde terror? Ale kilka sugestii, pomysłów, hipotez ekspozycja podsuwa. […] Wystawa nakłania zatem do ukontekstowienia strachu, do szukania konkretnej historycznej i społecznej sytuacji, w której ktoś kogoś zastrasza, a także do śledzenia transakcji, w ramach których społeczny strach zostanie przekształcony w inną emocję...

Postać, potańczyć i skończyć
25 września 2020

Postać, potańczyć i skończyć

Wydaje się, że to materiał na spektakl-samograj; wystarczy sprawna obsada, a reszta się obroni. Tym większy zawód sprawiają reżyserska niekonsekwencja i rwane tempo, w którym na scenie Teatru Nowego w Poznaniu rozgrywa się „Matka”...