15 listopada 2016
noweateny1
Benedykt Chmielowski, „Nowe Ateny”

Cień świata

W scenicznej interpretacji „Nowych Aten” Maciej Gorczyński opowiada o sile wyobraźni i podstępach rozumu. Prapremiera spektaklu na podstawie pierwszej polskiej encyklopedii pióra księdza Benedykta Chmielowskiego była najjaśniejszym punktem VI Festiwalu Teatrów Błądzących w Gardzienicach.

Opisać systematykę stworzenia – oto zadanie heroiczne, godne świętego męża. Takie ambicje miał Chmielowski, autor pierwszej polskiej encyklopedii. Powstałe w połowie XVIII wieku dzieło nosiło tytuł „Nowe Ateny”. W porównaniu z dokonaniami działających w tym samym czasie francuskich encyklopedystów, wydaje się ono kuriozalne. Podjęcie trudu tworzenia encyklopedii motywowane było wiarą w rozum, motywacje miał więc Chmielowski podobne do Francuzów. W jego dziele znaleźć można jednak także praktyczne informacje na temat bazyliszków, smoków i czartów. Czy jest to powód wystarczający, aby księgę tę zostawić w biblioteczkach zaściankowej szlachty, a samemu wrócić do Denisa Diderota i jego kolegów? Nie może być zaskoczeniem, że teatr idzie w sukurs wyobraźni, co w wyreżyserowanych przez Macieja Gorczyńskiego „Nowych Atenach” cieszy szczególnie. Jest to przedstawienie bogate frenetycznymi momentami i adorujące imaginację, a w ten sposób opowiadające się po jednej ze stron konfliktu pomiędzy racjonalizmem i wyobraźnią. Kapłanowi z Firlejowa przydany w nim został nie lada sojusznik – William Blake.

Nad sceną zawieszono duże gumowe piłki i rzucono nań kosmiczne wizualizacje, dzięki czemu spełnić się mogły słowa zapomnianego poety: „Te gwiazdy to są kule, i na hakach wiszą”. Z tyłu sceny ściana-labirynt z delikatnego, zwiewnego materiału. Znikający w niej aktorzy zamieniali się w cienie. W ten sposób przypominali, że cała encyklopedyczna systematyzacja jest zaledwie próbą chwytania odbicia rzeczywistości, której promienie padają na powierzchnię wyobraźni. Właśnie dzięki wyobraźni ptaki/owady/motyle mogły przybrać postać delikatnych chustek fruwających na oddechach tańczących aktorów. Taniec był najważniejszą techniką teatralną w przedstawieniu, które za jego pomocą dotykało różnych tematów: od sfery duchowej jednostki, przez relacje międzyludzkie, narodowe stereotypy, aż po miejsce człowieka we wszechświecie.

Prapremiera przedstawienia odbyła się w Gardzienicach w ramach VI Festiwalu Teatrów Błądzących. Gorczyński z Ośrodkiem Praktyk Teatralnych współpracuje od wielu lat, był tam między innymi aktorem, ale i archiwistą. To wyjaśnia zaangażowanie przez niego estetyki, która została wypracowana przez zespół Włodzimierza Staniewskiego. Imponuje jej twórcze przekształcenie, możliwe zapewne dzięki temu, że aktorzy w „Nowych Atenach” to nie „ludzie gardzieniccy”, a studenci Wydziału Teatru Tańca krakowskiej PWST w Bytomiu. Angażując ich, reżyser przetacza świeżą krew w ramy starzejącej się konwencji teatralnej i ożywia tradycję, która w głównym zespole „Gardzienic” zdaje się obumierać i kostnieć. Młodzi artyści imponowali warsztatem. Skoncentrowani na dopracowanej choreografii – niekiedy popisowej (jak w przypadku Daniela Leżonia, grającego księdza i czarnoksiężnika), innym razem dowodzącej zespołowego porozumienia – umiejętnie żonglując konwencjami inspirowanymi muzycznością (w szerokim tego słowa znaczeniu, odnoszonym do ruchu, pieśni, rytmu). Oszczędny biały śpiew przypominał gardzienickie „Metamorfozy”, ale nie uciekał w folklor. Fisharmonia oraz poręczny dzwon nie tylko generowały dźwięki, ale także pełniły zadania scenograficzne. Ową muzyczność, zakorzenioną gdzieś w powidokach ludowości, skontrowano wybrzmiewającym w finale utworem Marianne Faithfull „City Of Quartz”. Pozytywkowa melodia i panosząca się w tekście „kurwa babilońska” korespondowały z przechodzącym wcześniej przez scenę korowodem średniowiecznych idiotów/opętanych, w swej – znakomicie odegranej – pokraczności sięgających wyższych rejestrów estetyki. Wszystko to podkreślało nierozłączność przeciwieństw. W całym przedstawieniu Gorczyński dość uważnie bada możliwość zaślubin tego, co ciemne, z tym, co świetliste, piekła z niebem, jak mógłby stwierdzić Blake.

Dopóki taniec i choreografia koncentrowały się na „Nowych Atenach”, całość przedstawienia wchodziła w rejestry niemal baśniowe. Każde sięgniecie do Blake’a działało jednak na niekorzyść spektaklu, ukazując pęknięcia, w których gubiła się przewodnia koncepcja widowiska. Obecność myśli angielskiego wizjonera przejawiała się bardziej w ruchu niż w słowie, podczas gdy muzycznie zapętlone cytaty z Chmielowskiego odpowiadały za integralność świata przedstawionego, którego centrum był sam ksiądz/czarnoksiężnik. Leżoń – operując maską, będącą atrybutem ciemnych sił – raz po raz wizualizował dwoistość ludzkiej natury. „Jest czort! Jest zło! Jest system kopernikański! Ale jest też cebulka…”. W rozdwojonym bohaterze odbijało się szaleństwo. Widowiskowe, transgresyjne momenty przypominające opętanie przestrzegały przed fanatyczną wiarą w cokolwiek. Nie tylko w koguty o wężowych ogonach, ale także w zdrowy rozsądek, który podpowiadał kapłanowi, że teoria Mikołaja Kopernika nie może być prawdziwa. Duchowny dzielnie walczył z bestią ślepego zawierzenia – mając na uwadze, że „smoka pokonać trudno, ale starać się trzeba”.

Demoniczność kontrowano dużą dawką humoru. Gorczyński i współautor adaptacji Kajetan Mojsak nie ulegli jednak możliwej pokusie i nie uczynili z „Nowych Aten” pretekstu do rechotu nad zaściankowością i ciemnotą. Komizmem artyści grali subtelnie, choć wyraźnie, jak w chwilach prezentacji żołnierza polskiego o dumnie wyprężonej piersi otulonej westchnieniami omdlewających panien, czy też kozackiego najazdu, gdzie stepowi wojacy dosiadają drewnianych wierzchowców gniadej maści. Jakie jest krzesło, każdy widzi – mógłby dopowiedzieć Chmielowski. Jaki jest teatr – także. Gorczyński potrafi spojrzeć na rzeczywistość przez teatr jak przez lunetę. W „Nowych Atenach” znalazł punkt, w którym wyobraźnia poddaje w wątpliwość rozsądek i zmusza do podważenia prymatu rozumu, co szczególnie ważne w dzisiejszych czasach nieustannego postępu.

 

Benedykt Chmielowski, „Nowe Ateny”
reżyseria: Maciej Gorczyński
adaptacja: Maciej Gorczyński/Kajetan Mojsak
scenografia: Iwona Bandzarewicz
Kompleks Teatralny w Gardzienicach (w ramach VI Festiwalu Teatrów Błądzących)
prapremiera 29.10.2016
Spektakl zrealizowany w ramach projektu „Gardzienice – Generator Nadziei”

Bo można
17 października 2019

Bo można

Kiedy nie zostały już żadne szczyty do zdobycia, proste „bo jest” – czy też raczej „bo można” – sprawiało, że próbowano okiełznać góry na nowe sposoby: bez zabezpieczeń, bez tlenu, w stylu alpejskim czy wreszcie zimą...

Język przeszłości
15 października 2019

Język przeszłości

Wyścig z czasem staje się tu jednocześnie ściganiem z niewiadomą. Pamięć matki znika bez względu na pragnienie Gretel, aby zrozumieć własną historię. Można odnieść wrażenie, że Johnson posunęła się o krok za daleko w budowaniu lęku i chaosu...