19 lipca 2017
okja

Bombowa świnia

 

Najnowszy film Bong Joon-ho narobił hałasu, zanim ktokolwiek miał szansę go zobaczyć. Już teraz wiadomo, że „Okja” zapisze się w historii kina, bo obok „The Meyerowitz Stories” Noaha Baumbacha wzięła udział w konkursie głównym festiwalu w Cannes, będąc pierwszym filmem w historii tej imprezy dystrybuowanym przez platformę VOD, a nie kina. Istniała obawa, że jedynie z tego względu produkcja Netflixa będzie wzbudzać ciekawość. Tak jednak na szczęście nie jest – na kartach historii zapisze się również dzięki ponadprzeciętnemu poziomowi artystycznemu.

Koreański reżyser we wcześniejszych swoich realizacjach dał się poznać jako twórca próbujący redefiniować znane gatunki. Taki sam cel przyświecał mu podczas kręcenia „Okji”, która jest wybuchową mieszanką przeróżnych konwencji, stylów opowiadania i świadomie poddawanych modyfikacjom wizualnych kliszy. Ten estetyczny kolaż nasączony jest dodatkowo rozbrajającym humorem, skrajnymi emocjami i wciągającą, dynamiczną akcją, a przy tym podszyty niezwykle odważną, krytyczną refleksją nie tylko na temat branży spożywczej, ale także współczesnej gospodarki. „Okja” bawi, uczy i prowokuje – wyznacza drogę całej popkulturze i pokazuje, czym może ona być.

Tytułowa Okja jest „superświnią”, czyli nowym gatunkiem zwierzęcia sztucznie wyhodowanym w biotechnologicznym laboratorium, czystą kreacją biologów, którzy babrając się w genomie, bawią się w stwórców. W ich oczach nie jest jednak żywą, czującą istotą, lecz produktem, który należy odpowiednio opakować, wypromować i sprzedać. Temu najlepiej służą sztuczne uśmiechy, fanfary i śmiech z puszki. Jednym słowem: telewizja. Pierwsze „superświnki” trafiają do rolników na całym świecie, by dziesięć lat później wziąć udział w konkursie na najokazalszy okaz. Traf chce, że wygrywa tytułowa Okja, do której szczególnie przywiązana jest Mi-ja – wyjątkowo wojownicza i zdeterminowana dziewczynka z koreańskich gór.

Z jednej strony, choć Joon-ho bierze całą swoją opowieść z znaczący, gatunkowy nawias, świadomie wyolbrzymia, przerysowuje i zwodzi pozorną naiwnością, to chwyta się konkretów i nie próbuje się chować za żadnymi wymyślnymi metaforami. „Okja” przypominałaby „Białego boga” Kornela Mundruczó, gdyby za wielkim cielskiem gigantycznej Okji, przypominającej raczej hipopotama niż świnię, znajdowała się właśnie jakaś metafora. Joon-ho nie potrzebuje jednak języka ezopowego, by mówić o kluczowych sprawach współczesnego świata. Ta bezpretensjonalna bezpośredniość okazała się siłą tego filmu, zyskującego w ten sposób dodatkowy ładunek, dzięki któremu jest czymś istotniejszym niż błahą rozrywkową – jest jasnym w swoim przekazie manifestem.

Z drugiej strony jednak, by oswoić swoją wyjątkową polityczną drapieżność, „Okja” sięga po dobrze znane z hitów ostatnich lat schematy młodzieżowego kina dystopijnego. Można w niej usłyszeć wcale nie tak dalekie echa „Igrzysk śmierci”, „Niezgodnej” czy „Snowpiercera: Arki przyszłości”, również podpisanego przez Joon-ho. „Okja” jest z nich wszystkich filmem najbardziej przerażającym, bo zdecydowanie najmocniej osadzonym w autentycznych realiach neoliberalizmu XXI wieku. Jest ponadto dowodem na to, że można mówić o ważnych kwestiach w zajmujący, prosty, przejrzysty, a zarazem atrakcyjny sposób. Z tego względu blisko jej do „The Big Short”, które również miało ambicje tłumaczenia wyjątkowo zawiłych spraw w przystępny sposób. „Okja” z pewnością nie zagłębia się w podejmowane tematy tak mocno jak dzieło Adama McKaya, ale podobnie równoważy własną polityczność z rozrywką.

O ile McKaya interesowały kryzys ekonomiczny i patologie rynku finansowego, o tyle Joon-ho daje popalić branży żywnościowej, szczególnie wielkim, globalnym korporacjom, które bezwstydnie dorabiają kłamliwą ideologię do karygodnych działań przynoszących im wielkie zyski. Koreańczyk również i w tym aspekcie nie boi się wskazywać palcem. Nie bez powodu nazwa filmowej firmy produkującej sympatyczne zwierzaki jest bliźniaczo podobna do korporacji Monsanto, która specjalizuje się w genetycznym przetwarzaniu żywności i ma ogromny wpływ na globalną branżę spożywczą. Reżyser jednoznacznie opowiada się też po jednej ze stron starć neoliberałów z antyglobalistami. Ci drudzy – ukazani wprawdzie jako niepozbawieni wad protagoniści – wspierają Mi-ję usiłującą odbić swojego przyjaciela z rąk bezdusznych kapitalistów.

Joon-ho opakowuje swój film w konwencję przygodowego kina science-fiction, która sprawia, że na pierwszy rzut oka przypomina on produkcję familijną. Koreańczyk jednak nie szczędzi widzom wyjątkowo drastycznych scen, sięgając po mocne, wymowne obrazy, które nawiązują do ikonografii obozów koncentracyjnych. Wszystko po to, by nie pozostawić odbiorców obojętnymi, choć reżyser „Okji” daleki jest od grania widzom na emocjach i pchania im do oczu łez wzruszenia. Jego maszyneria jest znacznie subtelniejsza, objawia się na przykład w znakomicie skonstruowanej narracji, dzięki której nieco bajkowy świat przyjacielskiej współegzystencji Mi-ji i Okji zostaje bezwzględnie skonfrontowany z bezdusznym, korporacyjnym drylem, napędzanym ciągłą presją maksymalizacji zysków. Joon-ho ostro przeciwstawia przyjaźń pieniądzom, uczucia wyrachowaniu, miłość zimnej obojętności. Gdyby nie ujął swojej opowieści w umowne ramy przygodowej baśni dla najmłodszych, to musiałaby ona śmieszyć swoją naiwnością i daleko posuniętym uproszczeniem. Koreańczyk od samego początku wiedział, co robi, czego dowodzą również karykaturalni, przerysowani, wyjęci wprost z komiksów bohaterowie, którzy mimo swojej jaskrawości pozostają zniuansowani, barwni i do samego końca niejednoznaczni.

„Okja” pulsuje anarchistyczną energią, są tu i wegańska wrażliwość, i antykapitalistyczny gniew, które w zaskakujący sposób układają się w ciepłą, a przy tym szaloną opowieść o sile przyjaźni, dobroci i kooperacji. Niech film Bong Joon-ho będzie bombą wymierzoną nie tylko w rynek dystrybucji kinowej, ale również w wielkie korporacje, bezduszny kapitalizm i zarozumiałą, elitarną kinematografię, która na długi czas zaanektowała krytyczny dyskurs jedynie dla siebie.

 

„Okja”
reż. Bong Joon-ho
premiera: 19.05.2017
polska premiera: 28.06.2017 (Netflix)

Sceny z życia
22 maja 2018

Sceny z życia

Skończyło się – nagrody przyznane, werdykty ogłoszono. 71. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Cannes zwyciężył Japończyk Hirokazu Kore-eda. Można odbierać werdykt jury – pod przewodnictwem Cate Blanchet – jako wyraz zdegustowania obrazem społeczeństwa zbudowanego na kryzysie: zatomizowanego, zblazowanego, balansującego nad przepaścią...

W paszczy szaleństwa
21 maja 2018

W paszczy szaleństwa

Marlo jest w dziewiątym miesiącu ciąży, ma na głowie dwójkę dzieci i ani chwili czasu dla siebie. Wie też, że z pojawieniem się następnego potomka, sytuacja stanie się jeszcze gorsza, a pracy jedynie przybędzie...