14 grudnia 2019
dobry_wilk_główne

Biedni ludzie patrzą na wilka

Na początek zabawa wizualna. Spójrzmy na okładkę książki Larsa Berge „Dobry wilk”. Prawdopodobnie wielu z nas widziało ją już w księgarni. Książki o zwierzętach w ostatnich latach są niezwykle popularne, dobrze się sprzedają. Polacy lubią czytać także o wilkach – nie tylko opisywanych przez Adama Wajraka (czego dowodem wydane rok temu „Gawędy o wilkach i innych zwierzętach”). Spójrzmy zatem na dwie propozycje okładek. Na początek oryginalna, szwedzka.

 

 

Teraz wersja polska.

 

 

Napisałem do autora książki z pytaniem o owe różnice: „Polski tytuł brzmi »Dobry wilk«, szwedzki – »Vargattacken« [Atak wilka]. Okładka polskiej wersji twojej książki – wpatrujące się w czytelnika dwa słodkie wilki – jest całkowicie różna od szwedzkiej (twarz gniewnego wilka). Jak myślisz, dlaczego okładki tak bardzo się różnią od siebie?”. „Nie wiem” – odpisał Berge. „Myślę, że polska okładka jest straszniejsza niż szwedzka. Patrzące na ciebie wilki wyglądają przerażająco, a nie uroczo”. Zapytałem o tę sprawę także znajomych – i otrzymałem zupełnie różne odpowiedzi: „Jak z Harlequina. Aż chciałoby się przytulić te zwierzaki. Ten odcień niebieskawy dodatkowo dodaje wilkom uroku. Słodkie”. „Podoba mi się symetria między znakiem [Wydawnictwa] Czarnego a księżycem” (można zatem spojrzeć na okładkę i w ten sposób). „Trochę straszne. Ten wilk po prawej wygląda, jakby chciał się na ciebie rzucić, a ten po lewej ma już położone uszy – oznaka gotowości do ataku. Tak mają psy”.

Być może psy tak mają, ale nie wilki. Wilk boi się człowieka, a jego naturalnym instynktem jest ucieczka. Wajrak, miłośnik wilków i mieszkaniec Puszczy Białowieskiej, opowiada, że rzadko spotyka to zwierzę na żywo. Jeśli się to zdarza, spotkanie odbiega od stereotypu strasznego wilka z lasu. Jak pisał polski autor, wilk, ujrzawszy go, się „zesrał”: „Żałosny widok – żałosny dla nas, ludzi, którzy wilka kojarzą z mocą i siłą; z mitem... Ale czy to żałosne dla wilka? Nie. Trzewiowa reakcja go nie zawiodła. Widzisz człowieka, uciekaj, gdzie pieprz rośnie. Była to reakcja, znów antropocentryzując, zdroworozsądkowa. Człowiek to zagrożenie. My sami, my, ludzie, nie możemy temu zaprzeczyć. Za dużo mamy na to dowodów”.

Co widzi zwierzę, patrząc na człowieka? „Dla zwierząt wszyscy ludzie to naziści, a ich życie to wieczna Treblinka” – mówił bohater opowiadania Isaaka Bashevisa Singera. W uszach wielu to porównanie brzmiało kontrowersyjnie, wręcz świętokradczo. Z czasem jednak metafora holokaustu zwierząt, „wiecznej Treblinki” (posługując się tytułem słynnej książki Charlesa Pattersona) się upowszechniła. „Prawda jest taka, że u podstaw tego, jak się ubieramy, co jemy, jak się bawimy, jak spędzamy czas wolny, ale także tego, jak prowadzona jest produkcja przemysłowa i jak prowadzone są badania naukowe, leży eksploatacja zwierząt” – pisali kanadyjscy filozofowie Sue Donaldson i Will Kymlicka.

Dla Larsa Berge ważniejsze jest pytanie: co widzi człowiek, patrząc na zwierzę? „Najbardziej interesuje mnie gatunek zwierząt znajdujący się poza wybiegiem. Ludzki”. Na eksploatację zwierząt człowiek nakłada welon opowieści. Nie ma w tym nic dziwnego – opowieści stanowią motywację i określają sens naszych działań. Książka Berge opowiada właśnie o tym: o wytwarzaniu i funkcjonowaniu opowieści, mitów, dyskursów, stereotypów, wizerunków wilka. Być może różnimy się od innych zwierząt tym, że widzimy je przez okulary opowieści?

Bajki stare i nowe

W pisanych 2500 lat temu bajkach przypisywanych Ezopowi czytamy o wilkach w owczej skórze, które zakradały się do trzód pasterzy. Ezop pokazuje, że wilk nie zrezygnuje ze swojej wolności. Między wilkiem a psem domowym, mimo że ich DNA różnią się od siebie o 0,04% (najbliższe genetyczne pokrewieństwo między psowatymi), ze względu na środowisko życia jest, czego dowodzą eksperymenty naukowe, więcej różnic niż podobieństw.

Kolejnych historii o wilkach w kulturze znamy wiele. Ten z baśni o Czerwonym Kapturku jest wielki i zły. Najbardziej upowszechniła się XIX-wieczna wersja braci Grimm – opowieść kończy się „szczęśliwie”, wilk zostaje zabity. Baśń ta miała uświadamiać co do obowiązku (ale i przywileju) władcy – kontroli liczebności dzikiej przyrody. Bohater z „Wilka i zająca” jest dość zabawną postacią, uosabia raczej niebezpieczne cwaniactwo niż rzeczywiste zło. Dziecko w XX wieku nie miało być straszone, lecz wychowywane. Wilk z bajki o trzech świnkach – to z kolei ucieleśnienie zła – chce pożreć (zabić) świnki, a wcześniej zakłóca ich mir domowy. (Refleksja na marginesie: ciekawe, jak mogłaby brzmieć współczesna wersja tej XIX-wiecznej bajki? Wilk nabiera powietrza i krztusi się od smogu; świnki pokładają się ze śmiechu, ale tylko na chwilę – są to przecież świnie przemysłowe, szybko lądują więc w rzeźni.)

Dziwny związek z naturą

Berge opisuje, w jaki sposób w Szwecji wytwarzano wizerunek dobrego wilka. Sam był częścią tego procesu – przyznaje, że postrzega przyrodę i zwierzęta przez pryzmat medialnej mitologii: „Mój kontakt z dziką przyrodą – wyjąwszy kilka górskich wędrówek i leśne przedszkole – ogranicza się do filmów, telewizji i literatury” (s. 22). W dzieciństwie uwielbiał czytać „Księgę dżungli”, oglądał programy telewizyjne o zwierzętach i przyrodzie (lata 70. i 80. XX wieku to początki figury uśmiechniętego pana z delikatnym głosem, który z bliska, niemal dotykając osobnika, opowiada o zwyczajach dzikich zwierząt). Dorosły Berge wybiera się ze swoimi dziećmi do ZOO, aby oglądać zwierzęta z bliska.

Napisałem do autora: „Często używasz słowa »szok« – piszesz, że coś cię »zszokowało«. Czy to podkreślenie szoku jest również sposobem na pokazanie, że Szwedzi są zblazowani, zbyt nieświadomi lub dziecinni, aby zauważyć, że coś jest nie tak z ich stosunkiem do natury i dzikich zwierząt?”. W odpowiedzi Berge stwierdził: „Myślę, że wielu Szwedów ma bardzo zrównoważony i trzeźwy związek z naturą. Jednak ludzie tacy jak ja, którzy dorastali z »Królem lwem« Disneya i filmami przyrodniczymi, którzy mieszkają w miastach i głosują na partie ekologiczne, rozwinęli dziwny stosunek do natury, uważają, że przyroda musi być obdarzana ludzkimi cechami i pielęgnowana. Jak każdy współczesny aktywizm, takie podejście zawiera dużą dawkę ludzkiego narcyzmu. Natura się tym nie przejmuje. Po prostu jest”.

Między faktami, medialnymi przekazami i naszymi wyobrażeniami pojawia się rozdźwięk, co całkiem nieźle oddaje tytuł artykułu Roberta Jurszo: „Media: »Wilki coraz bliżej ludzi. Są już nawet pod Poznaniem«. Ekspert: To nic dziwnego. I nie trzeba się bać”. Nieznajomość zwyczajów zwierząt, zarówno „dzikich”, jak i „gospodarskich”, skutkuje strachem. Tymczasem wiemy, że groźny wilk to ten, który stracił instynkt strachu przed człowiekiem – to wilk uczłowieczony. W przyrodzie wilk jest ostrożny, jak zapewnia Michał Figura ze Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”:

Wilki kiepsko widzą i jeżeli nie będą czuły naszego zapachu lub wystarczająco dobrze słyszały, to mogą nas obserwować. I wydać się nam w ten sposób wścibskie, ale to nie znaczy, że chcą nas zaatakować. Wtedy wystarczy zamachać rękoma, krzyknąć, narobić hałasu. To je spłoszy [pisownia oryginalna – red.].

Berge poświęca strachowi zwierzęcia przed człowiekiem i człowieka przed zwierzęciem całą książkę (w tym miejscu należy zaznaczyć, że w książce brakuje punktu widzenia wilka; ale czym miałby być wilczy „punkt widzenia”?). Autor zajął się tematem, który wielu mógłby wydać się nieznaczący, i przedstawił go tak, że czytelnik zaczyna dostrzegać problem. W czym on dokładnie leży? W tym, jak ludzie, zwłaszcza miastowi, o lewicowych poglądach, nastawieni ekologicznie, postrzegają naturę. Estetyczny odbiór świata polega na postrzeganiu go z pewną dozą przyjemności, a nie odpowiedzialności. Zapytałem Larsa Berge, czy reportaż – stosujący tę samą strategię przedstawiania faktów w formie estetycznej – może w jakiś sposób zmienić czyjeś postrzeganie zwierząt? Odpowiedział: „Reportaż może coś zmienić, jeśli nie jest nudny. To wystarczy”.

Dobrobyt przede wszystkim

W Szwecji wilk jest tematem gorącym; książka Larsa Berge stała się tam bestsellerem. W Polsce trafia ona na rynek bez kontrowersji (choć być może ten temat stanie się u nas tak samo gorący jak w Szwecji, niedawno mogliśmy przeczytać o zabiciu dwóch wilków – Kosy i Miko zostali nielegalnie zastrzeleni przez myśliwych). W naszym kraju książka będzie raczej odbierana jako reportaż o relacjach człowieka ze zwierzętami; w Szwecji jest ona częścią trwającej tam debaty publicznej.

Szwecja zwykle zezwala na odstrzał wilków każdej zimy. W 2018 roku wybito 22 wilki z liczącej 355 osobników populacji. W roku 2009 szwedzki Riksdag postanowił o ograniczeniu populacji szwedzkiego wilka do 210 osobników. Powodem były rosnące skargi Samów – ludności pierwotnej Półwyspu Skandynawskiego, trudniącej się hodowlą reniferów, i rolników. W roku 2011 odstrzelono 28 wilków. W następnym polowanie zostało wstrzymane przez protesty organizacji ochrony przyrody i ochrony zwierząt oraz sądy administracyjne. Wcześniejsze decyzje rządu szwedzkiego wielokrotnie naruszały przepisy unijnej dyrektywy habitatowej. Wilk jest gatunkiem chronionym na mocy unijnej dyrektywy siedliskowej; słynąca z proekologicznej reputacji Szwecja została więc skrytykowana przez UE za zabijanie wilków.

Zapytałem Larsa Berge, czy uważa, że wilki stały się narzędziem krytyki rządu w Szwecji i Unii Europejskiej. Odpowiedział: „Wilk stał się polityczny, głównie w kwestii miasto kontra obszary wiejskie. A może bardziej: wykształcona i świadoma ekologicznie sztokholmska klasa średnia kontra robotnicy i myśliwi na prowincji”. W Szwecji podkreśla się różnicę pomiędzy miastem a wsią; pomiędzy ludźmi żyjącymi na co dzień w pobliżu wilków a ludźmi znającymi wilka w najlepszym wypadku z ZOO. Warto jednak zapytać, kim są ludzie żyjący w pobliżu wilków – w dużej mierze to przecież przemysłowcy. Maciej Zaremba Bielawski w rozmowie z Wajrakiem mówił:

Przemysł leśny już w latach 60. przekonał naszych polityków, że eksport ich produktów jest tak ważny dla dobrobytu, że wszystkie inne względy mniej się liczą. Stąd te absurdalne ustawy, które nie mają sobie podobnych w innych branżach. […] Szwedzki przemysł leśny jest nastawiony na masową produkcję taniego surowca.

Polega to głównie na karczowaniu dużych połaci, zmniejszaniu obszarów naturalnych lasów pod przemysłowe. Drzewa są młode; większość to iglaki. Monotonia.

Dobrobyt był hasłem, którym twórcy ZOO w Kolmården (w 2012 roku doszło tam do stanowiącej punkt wyjścia dla książki Larsa Berge tragedii) przekonali polityków do swojego pomysłu. ZOO zostało otwarte w połowie lat 60. XX wieku i było w zasadzie efektem szwedzkiego dobrobytu. Szwedzi zaczęli się bogacić, dysponowali gotówką, kupili samochody, mogli podróżować, przemieszczać się, mieli dużo czasu wolnego. Tony Judt twierdził: „Skandynawskie planowanie gospodarcze było o wiele precyzyjniej zorientowane i o wiele mniej regulacyjne niż angielskie. Chodziło w nim w większej mierze o popchnięcie prywatnych inwestycji w określonym kierunku”. Dobrobyt oznaczał też szeroko pojętą emancypację.

Zwierzęta w klatkach – koniec z tym! Zwierzęta miały mieć tyle miejsca, ile im potrzeba. Dzieci miały otrzymać nową formę edukacji. Gmina, jedna z najbiedniejszych w Szwecji, dzięki otwarciu ZOO miała się wzbogacić. Do ogrodu zoologicznego w Kolmården wkraczało się jak do świata bajek. Delfiny skakały przez obręcze. Dlaczego wilki nie miałyby pokazać w tym miejscu swojej prawdziwej, dobrej natury?

Zabawa z odbezpieczoną bronią

Tło powstania ZOO było jeszcze szersze: wilk został całkowicie wytępiony w Szwecji –w latach 60. XX wieku nie było w tym kraju ani jednego. Pojedyncze osobniki zaczęły się pojawiać w latach 70. (przywędrowały z Norwegii i Związku Radzieckiego). Wzbudziły strach. Zaczęto walczyć o poprawę ich wizerunku. Atrakcja w Kolmården – „Bliskie spotkanie z wilkiem” – miała przyczynić się do zmiany wizerunku wilka. Dzieci głaskały zwierzęta, król Szwecji odwiedził je bez zbędnej eskorty, opiekunowie stawali się częścią watahy. Wilki lubiły podgryzać buty – to ich zabawa!

Berge opisuje historię kulturową wilka w szwedzkim państwie dobrobytu. Spojrzenie głęboko wstecz – do lat 60. (a nawet wcześniej) – jest potrzebne autorowi, by odtworzyć długi proces prowadzący do tragedii, która rozegrała się 17 czerwca 2012 roku – tego dnia jedna z doświadczonych opiekunek wilków, Karolina, została śmiertelnie pogryziona przez wilki. Teza Larsa Berge brzmi: „wilk nie jest ani dobry, ani zły. Jest on tylko dużym drapieżnikiem o wrodzonych instynktach. Moim zdaniem powinno zachować się wilki w Szwecji. Ale bagatelizowanie i ośmieszanie niepokoju ludzi żyjących w ich pobliżu jest metodą błędną i kontrproduktywną” (s. 220). Stwierdzenie, że wilk jest wilkiem, oznacza, iż w myśleniu o nim zacząć powinniśmy od faktów, a nie od wizerunków. Że być może brakuje nam trzeźwego spojrzenia na wilka, zwierzęta, przyrodę… Że takiego spojrzenia brakuje nie tylko w praktykach indywidualnych, ale i działaniach instytucjonalnych.

Książka Szweda przypomina swoją wymową – pokazaniem dwuznacznych sukcesów państwa dobrobytu i polityki emancypacji – islandzki film Benedikta Erlingssona „Kobieta idzie na wojnę”. Bohaterka, samotna dojrzała kobieta, ubiega się od kilku lat o adopcję dziecka z Ukrainy. Biurokracja pracuje powoli. W tym czasie kobieta zaczyna walczyć o przyrodę z rządem i przemysłem islandzkim oraz z międzynarodowymi korporacjami. Zostaje przyłapana na poważnym łamaniu prawa w imię walki z katastrofą klimatyczną w momencie, gdy dowiaduje się, że będzie mogła adoptować dziecko. Jej samotna walka o publiczną sprawę niemal pozbawia ją prywatnego szczęścia – macierzyństwa i poprawy warunków życia dla porzuconego dziecka.

Do reportaży!

Zapytałem Larsa Berge, czy pisanie tej książki coś zmieniło w jego życiu. Odpowiedział: „Książka zmusiła mnie do spojrzenia na przyrodę w nowy sposób. Uświadomiłem sobie, że Szwecja jest bardzo duża, pełna drzew i że nigdy nie wiemy, co się dzieje głęboko w ciemnym lesie”. Hipster ze Szwecji dostrzegł głuche piękno przyrody, ale także że relacja człowieka z przyrodą nie jest prosta. Odsłonił jednocześnie, że na ową niełatwość i złożoność wpływa nie tyko mentalność społeczeństwa, lecz również konkretne rozwiązania prawne i instytucjonalne.

Postrzeganie przyrody i jej ochrona zależą zarówno od ludzi żyjących w danym kraju (ich zwyczajów, mentalności, stosunku do zwierząt), jak i od administracji funkcjonującej w ich imieniu. Przydałoby się, aby polscy politycy spojrzeli na to, jak działa ustanawiane przez nich prawo – i podjęli refleksję, czy obywatele mają podobny stosunek do zwierząt i wyznają podobne wartości. (Przykładowo: polityków zajmujących wysokie i odpowiedzialne stanowiska, jak Bronisław Komorowski czy Jan Szyszko, choć różniło wiele, łączył ponadpartyjny interes myśliwski. Tymczasem sondaż CBOS z listopada 2016 roku pokazuje, że Polacy sprzeciwiają się ograniczaniu praw właścicieli nieruchomości na rzecz przywilejów myśliwych, udziałowi dzieci w polowaniach czy też karaniu obywateli za przypadkowe utrudnianie polowania.) Relacje człowieka ze zwierzętami wymagają nowych idei – politycznych, ale nie tylko. Berge napisał reportaż, który czyta się (przynajmniej po części) jak esej humanistyczny z zakresu percepcji, kreacji wizerunków, sposobów widzenia. Ze względu na umieszczenie w popularnym gatunku można sądzić, że jego tekst dotrze do szerszej publiczności niż humanistyczne rozprawy. Takie hybrydy – przekładające akademickie ustalenia dotyczące idei, ideologii i form (ich) reprezentacji na gatunki popularne – są dziś bardziej potrzebne niż kiedykolwiek. Humanistyka w przebraniu reportażu? Berge taki reportaż stworzył.

 

Lars Berge „Dobry wilk”
tłumaczenie: Irena Kowadło-Przedmojska
Czarne
Wołowiec 2019

O takich pięciu, co nie wrócili z wojny
10 sierpnia 2020

O takich pięciu, co nie wrócili z wojny

Po zaznajomieniu się z filmografią Lee można uznać reżysera za mistrza metonimii. Wyselekcjonowane, reprezentatywne skrawki – wycięte z określonego miejsca i czasu motywy, wątki i postaci, przy jednoczesnym pominięciu tych nieinteresujących, z których skleja swoje historie, mają na celu przekazać konkretne doświadczenie...

Odsłuchy lipca
07 sierpnia 2020

Odsłuchy lipca

Gdyby nie pewne nieprzyjemne okoliczności, spora część z nas spędzałaby teraz czas na którymś z festiwali muzycznych. Pamiętajmy jednak, że popowa maszyneria pracuje cały czas na wysokich obrotach...