03 marca 2015

Bardzo dziki Bliski Wschód

 

„Snajper” mógłby być głośnym głosem wymierzonym przeciwko wojnie. Znajdziemy w nim obrazy zaświadczające o brutalności i irracjonalności zbrojnych konfliktów, przerażone dzieci i psychopatycznych morderców, wykorzystujących koniunkturę na przemoc do realizacji swoje sadystycznych fantazji. Są również wypalone piekłem wojny jednostki i cierpiące rodziny, w niepewności oczekujące powrotu swoich synów, ojców i mężów. Zabici, okaleczeni, psychicznie wycieńczeni – każdy, kto wraca z wojny, wydaje się jej ofiarą bez względu na to, po której stronie barykady się znajduje. Clint Eastwood ułożył jednak z tych obrazów hagiograficzną opowieść o amerykańskim bohaterze, jadącym do dalekiego Iraku, by walczyć z tymi, którzy zagrażają jego rodzinie i narodowi.

Eastwoodowi, znanemu z republikańskich sympatii, zarzucano, że zrobił film na wskroś przesiąknięty prawicową ideologią – wręcz polityczną agitkę wielbiącą nie tylko amerykańskich bohaterów wojennych, ale wojnę samą w sobie. Film w Stanach Zjednoczonych wywołał ogólnonarodową dyskusję, niemniejszą niż u nas swego czasu „Pokłosie”. Te kontrowersje nie przeszkodziły mu w osiągnięciu niebotycznego wyniku w box office, dzięki któremu uplasował się na trzecim miejscu w rankingu zeszłorocznych premier. Dość skromny i nieszczególnie efektowny, oparty na faktach film wyprzedził takie hollywoodzkie hity jak: „Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz”, trzecia część „Hobbita” czy „Transformers: Wiek Zagłady”. To, swoją drogą, z pewnością sporo mówi o Amerykanach, ich politycznych poglądach i aktualnych nastrojach społecznych.

Nie wdając się w polityczne spory, trzeba przede wszystkim wytknąć Eastwoodowi, że zrobił film niesamowicie toporny, przypominający najgorsze propagandowe koszmarki, w których bohater kształtuje swój polityczny pogląd, by ostatecznie stanąć w pierwszym rzędzie walk z ideologicznym wrogiem. Główna postać – Chris Kyle, uznany za najlepszego w historii amerykańskiego snajpera – przypomina puste naczynie, wypełniające się stopniowo politycznymi przykazaniami. Zanim terroryści zaatakowali amerykańskie ambasady w Afryce i dokonali zamachu na WTC, Kyle nie zadawał sobie skomplikowanych pytań na temat otaczającego go świata. Wolał popijać piwko i ujeżdżać konie jak prawdziwy kowboj. W scenie, w której ogląda telewizyjne transmisje na żywo z Nowego Jorku i Waszyngtonu, wypowiada co prawda kluczowe – jak się wydaje – pytanie: „dlaczego oni to robią?”, ale potem nigdy nie zadaje sobie trudu, by znaleźć na nie odpowiedź. Tej natomiast dobrotliwie udziela sam Eastwood: terroryści, a nawet: wszyscy muzułmanie, to zwykłe dzikusy pałające nienawiścią do obywateli najlepszego z państw świata. Nie ma się tu nad czym zastanawiać, trzeba wziąć karabin i wypełnić swój patriotyczny obowiązek wobec ojczyzny. Co z tego, że walczy się o nią gdzieś na drugim końcu świata, między domami zamieszkanymi przez przerażonych i niewinnych ludzi.

„Snajper” cierpi też na brak dystansu, krytycznego spojrzenia na to, co pokazuje. Świat ukazany w filmie wydaje się czarno-biały. Po jednej stronie stoją dobrzy, piękni i sprawiedliwi Amerykanie, po drugiej – brzydcy i nikczemni terroryści. Refleksję zastępuje prosty dydaktyzm, przypominający światopogląd teksańskiego rednecka. Retoryka całości zostaje wyłożona już w jednej z pierwszych scen. Chris, jeszcze jako dziecko, otrzymuje od ojca życiową lekcję, według której ludzie dzielą się na trzy kategorie: owce, wilki i psy pasterskie. Owce uważają, że nic im nie grozi, gdy jednak zostają zaatakowane, są całkowicie bezradne. Wilki upajają się przemocą, są agresywne i atakują bez powodu. Psy pasterskie natomiast korzystają z siły, ale tylko jeśli ktoś zamachnie się na stado, którym mają się opiekować. Ta niezwykle upraszczająca rzeczywistość logika towarzyszy bohaterowi przez całe jego życie. Staje się drogowskazem, który wyznacza mu jego miejsce w świecie, rozdzielając to, co słuszne, od tego, czego trzeba się wystrzegać. Dzięki niej potrafi wytłumaczyć sobie rzeczywistość. Terroryści to wilki, a on nie może być przecież owcą, więc musi stać się psem.

Wojna jest piekłem – cierpią nie tylko osoby, które straciły najbliższych czy zostały okaleczone. Ofiarami są również opuszczone na długie miesiące rodziny, żony, które nie potrafią się porozumieć ze swoimi rozbitymi psychicznie mężami. U Eastwooda jednak cierpi tylko jedna strona – szlachetni i odważni Amerykanie, zaatakowani przez wściekłe, żądne krwi wilki, którym odmawia się człowieczeństwa, godności i racjonalności. Według reżysera „Za wszelką cenę” i „Gran Torino” istnieją wyższe wartości, za które należy ponieść ofiarę. W „Snajperze” ci, którzy dobrowolnie się na to decydują, są narodowymi bohaterami. Trzeba jednak podkreślić, że Eastwood nie eksploatował do granic wytrzymałości patetycznej atmosfery.

I wszystko można byłoby zaakceptować – republikańską retorykę, pochwałę patriotyzmu ludzi, których pewnie spora część Amerykanów, jeśli nie większość, autentycznie uważa za swoich bohaterów i obrońców – gdyby nie intelektualna płytkość prowadzonej narracji. Nie ma w niej miejsca na próbę kojarzenia podstawowych faktów. Nikt nie mówi o naftowych interesach USA w Iraku ani o tym, że rzekoma broń biologiczna nie została odnaleziona, ani o zbrodniach wojennych, których Amerykanie dopuszczali się w na ludności cywilnej. Nikt tak naprawdę nie stara się zrozumieć również drugiej strony. Jest tylko bohaterska jednostka, nieświadoma politycznej strony przedsięwzięcia, w którym bierze udział. Eastwood zachęca widzów, by ze względu na zasługi i poświęcenie ukazanej postaci zaakceptować również całą wojenną retorykę.

Chris Kyle zawsze chciał być prawdziwym kowbojem, a dzięki „Snajperowi” prezentuje się niczym postać z westernu. Akcja zamiast na dzikim Zachodzie rozgrywa się co prawda na Bliskim Wschodzie, który jednak wydaje się niemniej dziki. Reszta pozostaje bez większych zmian. Mamy więc szlachetnego i sprawiedliwego szeryfa, który przyjeżdża do miasteczka, gdzie trzeba zaprowadzić porządek. Rozprawia się z oprychami i czerwonymi twarzami, by po wielu trudach i wyrzeczeniach wprowadzić rządy prawa i sprawiedliwości.

„Snajper”
reż. Clint Eastwood
premiera: 20.02.2015

Prosta historia o miłości
13 czerwca 2018

Prosta historia o miłości

„Zimna wojna” ma w sobie coś paradoksalnego. Opowiada bowiem niezwykle prostą historię, w której udało się zawrzeć dramat polskiego społeczeństwa całego ostatniego półwiecza. Pawlikowski dodatkowo dokonał tego bez sięgania po wielkie metafory, bez prześwietlania politycznych zawiłości czy wskazywania na ideologiczne spory...

Antywzorce i możliwości emancypacyjne
12 czerwca 2018

Antywzorce i możliwości emancypacyjne

Głównym zadaniem „Antywzorców” pod redakcją Karoliny Sikorskiej jest analiza tego, jak poszczególne praktyki artystyczne mierzą się z dominującymi porządkami społeczno-kulturowymi. Analizy oparte są głównie o case studies, choć nie brak tu subiektywnych doświadczeń artystów i pracowników pola sztuki, szerszej perspektywy teoretycznej oraz namysłu nad możliwościami politycznymi sztuki w ogóle...