24 września 2019
alienacje

Antyglobalistyczny pożar w Zachęcie

Wideoart najlepiej czuje się we własnej przestrzeni, odrębnej scenografii, która ułatwia koncentrację. Chociaż z założenia do prac wideo można podejść w dowolnym momencie, to niektóre filmy zostały pomyślane jako pewna narracja. Ich całościowe potraktowanie sprawia, że przed oglądającym odsłaniają się kolejne poziomy koncepcji artystycznych. Tym bardziej cieszy mnie wystawa „Alienacje albo następnym razem pożar” w Zachęcie, gdzie na siedem prac wideo poświęcono całe piętro galerii.

Ekspozycja została zaplanowana w ten sposób, aby oglądającego nie rozpraszały żadne bodźce z zewnątrz. Jej zwiedzanie przypomina wycieczkę po salach kinowych w trakcie seansów. Widz przemierza zaciemnione, przestronne pomieszczenia zgodnie ze ściśle określonym kierunkiem. W przestrzeni wystawienniczej utrzymana została kinowa ciemność, ale migające ekrany i podświetlone opisy prac stanowią wskazówki, dokąd udać się w następnej kolejności.

Aby przejść z jednego pomieszczenia do drugiego, trzeba rozsunąć ciężkie, podwójne kotary, które dodatkowo pełnią funkcję wygłuszającą. Przymocowane do nich czarne strzałki na żółtym tle informują, jak wydostać się z sali. Wygodne materace i siedziska sprawiają, że prezentowane wideo można oglądać w komfortowych warunkach – na siedząco lub leżąco. Taka aranżacja wystawy sprzyja pogłębionej analizie prac, pozwala wczuć się w poszczególne projekty.

Zgodnie z zamysłem kuratorskim Marii Brewińskiej prezentowani prace podejmują temat wyobcowania jednostki w świecie zdominowanym przez korporacje, kapitalizm i konsumpcjonizm. To alienacja na wszystkich obszarach działalności człowieka, prowadząca do totalnej katastrofy. Może dlatego oglądanie ekspozycji przypomina lekturę katastroficznej trylogii Margaret Atwood („Oryks i Derkacz”, „Rok potopu”, „MaddAddam”) – jej bohaterowie walczą o przeżycie w świecie, w którym niemal całkowicie wyginął gatunek ludzki.

Autorzy wideo, które zobaczyć można w Zachęcie, pochodzą z różnych stron świata: Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch, Polski, Puerto Rico i Ghany. Stawiają oni pytania o miejsce człowieka w kosmosie (Jennifer Allora i Guillermo Calzadilla, Angelika Markul), o niekontrolowany rozwój człowieka (John Akomfrah, Camille Henrot, Yuri Ancarani), nierówności na tle rasowym (John Akomfrah, Clément Cogitore) i genderowym (Yuri Ancarani) czy początek świata (Camille Henrot). Artyści traktują antropocen z dużą dozą sceptycyzmu, demaskując negatywne aspekty ludzkiej działalności. „Prace te wpisują się w zróżnicowany nurt alienacyjnej krytyki współczesnej kultury, której celem jest odsłonięcie prawdy o często zakłamanych aspektach rzeczywistości. Stoją za nimi różnice polityczne, ekonomiczne, rasowe, genderowe, a także przemoc, chciwość, antyhumanizm” – można przeczytać w minikatalogu.

Pierwszy człon tytułu wystawy nawiązuje do alienacji. Z tekstu kuratorskiego wynika, że należy ją rozumieć nie tylko jako poczucie zagubienia i wewnętrznego wyobcowania, ale przede wszystkim w kontekście globalnej sytuacji człowieka, jego położenia względem innych stworzeń i świata naturalnego. Druga część tytułu odnosi się do eseju Jamesa Baldwina „The Fire Next Time”, który w 1962 roku opublikował „The New Yorker”. Amerykański powieściopisarz poddał analizie konflikty i przemoc na tle rasowym, zachęcając jednocześnie do działania i wyrwania się ze stanu wyobcowania.

Tak naprawdę jednak pożar wybucha dopiero w ostatniej sali, gdzie można poczuć moc aktywności grupowej za sprawą choreografii, którą przygotował Clément Cogitore (piszę o tej pracy szerzej w dalszej części artykułu). Pozostali artyści biorą na warsztat pewne uniwersalne idee; kontestują działalność człowieka związaną z postępem cywilizacyjnym czy eksploatowaniem naszej planety, jednak w ich pracach nie ma popychającego do działania pierwiastka społecznikowskiego.

 

 


„Alienacje albo następnym razem pożar”, widok wystawy, Zachęta, fot. Anna Zagrodzka

 

Ekspozycję otwiera piękna, trójkanałowa instalacja wideo brytyjskiego reżysera i scenarzysty, Johna Akomfraha. Pochodzący z Akry artysta podnosi kwestię niewolnictwa i uchodźstwa. Ten przewijający się przez jego twórczość motyw został ukazany w kontekście aktywności człowieka związanej z morzem. Artysta posługuje się barwnymi obrazami i twórczością paradokumentalną, aby rozpiąć wyzysk i śmierć między dwiema czasoprzestrzeniami: współczesnością i przeszłością. W „Morzu zawrotów głowy” – pierwszy raz prezentowanym w 2015 roku podczas Biennale w Wenecji – obok ujęć przypominających kadry z filmów kostiumowych zobaczymy fascynujące surowością lawiny i wody oceanu.

Ważną rolę w pracy Akomfraha odgrywa kolaż dźwiękowy stanowiący połączenie materiałów archiwalnych BBC z muzyką, odgłosami oceanu i związanych z nim stworzeń. Opisy zatonięć, mordów i nieudanych prób przeprawienia się przez wodę przeplatają cytaty z Virginii Woolf („Do latarni morskiej”), Hermana Melvillea („Moby Dick”), Fryderyka Nietzschego („Tako rzecze Zaratustra”) i Heathcote’a Williamsa („Whale Nation”). Obraz idealnie zgrany z dźwiękiem składa się na gorzką historię z morzem w roli głównej – cichym świadkiem ludzkich tragedii.

W innej konwencji utrzymany jest „Szczyt”, świetny found footage amerykańskiego twórcy wideo i autora zdjęć filmowych, Arthura Jafy (2013). Praca powstała z 800 kadrów emitowanych w tempie zbliżonym do bicia serca. Badający czarną kulturę i estetykę artysta postanowił sprawdzić, jaki wizerunek ciemnoskórych ludzi prezentują media. W tym celu stworzył pokaz slajdów, na który składają się zarówno drastyczne sceny, jak i ujęcia celebrytów czy polityków.

Również w tej instalacji istotne znaczenie ma oprawa dźwiękowa autorstwa znanego DJ-a i producenta muzycznego, Roberta Hooda. Muzyka elektroniczna w jego wydaniu przechodzi w irytujący, a jednocześnie hipnotyzujący dźwięk przywodzący na myśl urządzenie monitorujące pracę serca. Set, który mógłby porwać tłumy pod sceną, kontrastuje z obrazami na ekranie. W ten sposób Jafa obnaża opresyjny sposób ukazywania Afroamerykanów w kulturze masowej.

Ontologiczny charakter ma „Ziemia opuszczona” (2014) Angeliki Markul, polskiej artystki mieszkającej w Paryżu. Jej film poklatkowy, zmontowany ze zdjęć zrobionych w kilkunastosekundowych odstępach, przedstawia rozgwieżdżone niebo oglądane przez teleskop od zmierzchu do świtu. Praca stanowi efekt pobytu artystki w obserwatorium ESO na pustyni Atacama w północnym Chile. Dzieło interpretować można jako przykład fantazji o istnieniu obcych – częsty motyw w filmach science fiction – czy wyraz tęsknoty za inną cywilizacją. Jednocześnie pytając o to, kto i dlaczego opuścił naszą planetę, instalacja zmusza widza do przemyśleń nad odległą przyszłością.

W kontekście genderowym zostało umieszczone wideo „Wyzwanie” (2016) Yuriego Ancaraniego. Włoski twórca przez kilka lat obserwował kulturę katarskich szejków i filmował ich ekscentryczne rozrywki. Powstał dokument obnażający abstrakcyjny dla Europejczyka świat bez kobiet. Kręcony na pustyni film ilustruje oderwane od kontekstu społeczno-politycznego hobby „dużych, arabskich chłopców”: sokolnictwo, wyścigi na pustynnych wydmach, udomawianie dzikich zwierząt czy jazdę harleyami.

Przerażające jest to, że obrazy z „Wyzwania” przywodzą na myśl mroczne wizje świata opanowanego przez istoty, które usiłują przejąć kontrolę nad człowiekiem. Długie ujęcia oraz intrygujący, pustynny krajobraz Kataru skłaniają do refleksji nad relacją między człowiekiem a naturą, męską dominacją a przemocą. Ucieczka w bogactwo jawi się tutaj nie tylko jako kaprys pojedynczych jednostek, ale przede wszystkim – jako bezwzględne dążenie do władzy.

 


Clément Cogitore, „Battle de KRUMP”, „Les Indes galantes”, kadr z wideo

 

Ekspozycję zamykają „Zamorskie zaloty” Clémenta Cogitore’a, które powstały na zamówienie Paryskiej Opery Narodowej. Nagranie przedstawia znakomitą choreografię do barokowej opery-baletu „Les Indes galantes” Jeana-Philippe’a Rameau. W utworze tanecznym Cogitore’a libretto z czwartego aktu zostało zestawione z krumpem – improwizowaną formą tańca, którą uprawiali mieszkańcy gett w Los Angeles. Francuski artysta zaangażował młodych tancerzy oraz trzy zespoły chóralne: Bintou Dembélé, Grichka i Brahim Rachiki. Utrzymany w konwencji flash mobu występ trwa zaledwie kilka minut. Realizowany na ulicy, rozpoczyna się od tańca mężczyzny, do którego dołączają kolejne osoby. Występujących otacza krąg gapiów, ktoś nagrywa pokaz smartfonem – zupełnie tak, jakbyśmy mieli do czynienia ze spontanicznym zachowaniem grupy przypadkowych osób, a nie z zaaranżowanym performansem. Zderzenie kultury hip-hopu z muzyką klasyczną daje efekt podobny do tego, co udało się uzyskać Lorenzowi da Ponte w interpretacji „Don Giovanniego” Mozarta.

Kostiumy nawiązują swoją stylistyką do „czarnych” klipów i kultury przedmieść, natomiast układ choreograficzny – do plemiennych rytuałów. Jednocześnie z ruchu tancerzy bije niesamowita energia przemieszana z gniewem oraz bardzo pierwotnym, wręcz prymitywnym zachowaniem, pewnym rodzajem niezłomności. Praca Cogitore’a stanowi ponadczasowy protest przeciwko nierównościom społecznym. Zagrzewa do działania, a jednocześnie ukazuje siłę ducha i potencjał drzemiący w kolektywnej aktywności.

„Alienacje albo następnym razem pożar” warto zobaczyć chociażby dla wysublimowanej formy obcowania z wideoartem. Komfort przebywania z tak wymagającym medium, jakim jest film, stanowi niewątpliwy atut ekspozycji. Jej kolejne zalety to znakomita jakość dźwięku i obrazu oraz przemyślana, robiąca duże wrażenie architektura wystawy. Ciemność zmusza widza do oddania się bez reszty obcowaniu ze sztuką. Nie bez znaczenia pozostaje również dobór prac, które pozwalają spojrzeć na działalność człowieka długofalowo. Trudno wreszcie nie docenić krytycznego aspektu wystawy. Prezentowani artyści poszukują przyczyn obumierania naszej planety, a współczesność jawi się w ich pracach jako mający defekt produkt kolonializmu, konsumpcjonizmu i globalizacji. Twórcy usiłują dociec, dlaczego człowiek dotarł do tego miejsca, w którym się znajduje i dokąd prowadzi nasza antropocentryczna postawa. Ich katastroficzne wizje dotykają problemu wyzysku, utraty korzeni przez człowieka i jego wyobcowania. W Zachęcie nie znajdziemy oczywistych, jednoznacznych prac, za to ekspozycja pozostawia wiele pytań związanych z celem, do którego zmierzamy.

 

„Alienacje albo następnym razem pożar”
artyści: John Akomfrah, Allora & Calzadilla, Yuri Ancarani, Clément Cogitore, Camille Henrot, Arthur Jafa, Angelika Markul
kuratorka: Maria Brewińska
współpraca: Michał Kubiak
realizacja wystawy: Krystyna Sielska
Warszawa, Zachęta Narodowa Galeria Sztuki
13.07–29.09.2019

Bo można
17 października 2019

Bo można

Kiedy nie zostały już żadne szczyty do zdobycia, proste „bo jest” – czy też raczej „bo można” – sprawiało, że próbowano okiełznać góry na nowe sposoby: bez zabezpieczeń, bez tlenu, w stylu alpejskim czy wreszcie zimą...

Język przeszłości
15 października 2019

Język przeszłości

Wyścig z czasem staje się tu jednocześnie ściganiem z niewiadomą. Pamięć matki znika bez względu na pragnienie Gretel, aby zrozumieć własną historię. Można odnieść wrażenie, że Johnson posunęła się o krok za daleko w budowaniu lęku i chaosu...