17 lipca 2015

A jednak piękno

Konkurs tegorocznej edycji Animatora zdominowały filmy zaglądające w najbardziej nieprzyjazne rejony dzisiejszego świata. W programie przeważały obrazy przemocy, niezrozumiałej agresji i nienawiści, ukazywane za pomocą odpychającej, brzydkiej estetyki, która leżała na granicy ekspresjonizmu. Twórcom najwyraźniej wydawało się, że złe wiadomości najlepiej sprzedają się nie tylko w telewizji, zaś skupienie się na ciemnych zakątkach ludzkiej duszy doda ich filmom powagi, a im aury przenikliwych interpretatorów współczesności. Nic z tych rzeczy. Właśnie te animacje sprawiały wrażenie najbardziej koniunkturalnych, a przy tym pustych w środku. Najwyraźniej podobnego zdania byli jurorzy, którzy docenili produkcje potwierdzające, że filmy animowane są przede wszystkim sztuką wizualności, czerpiącą swoją siłę z umiejętności kreowania obrazu. Ostatecznie więc zwyciężyło piękno.

W „Zepo” Cesara Diaza Melendeza mała dziewczynka zauważyła w lesie człowieka złapanego w sidła. Prosi o pomoc dwóch napotkanych mężczyzn. Ci zamiast wyciągnąć cierpiącego z pułapki, rozłupują lód pod stopami dziewczynki, która bezradna wpada do wody. Film trwa zaledwie trzy minuty, a twórcy udało się zawrzeć w nim esencję ludzkiej podłości. Jednak tak wielka wieloznaczność krótkiej historyjki tuszuje jej pustkę. Pod dziwaczne, przerażające figury dwóch mężczyzn można podstawić wszystko. Czy ten film jest komentarzem na temat natury człowieka? Opinią o kondycji współczesności? Może wyrazem zatrwożenia politycznymi niepokojami? Każda odpowiedź jest tak samo dobra jak zła. Najlepiej jednak nie próbować na te pytania w ogóle odpowiadać, bo film, ukazując podłość, sam stał się zwykłą podłością. Nic w nim poza nią nie ma, szokując dosłownością – zieje pustką. A my otrzymujemy odpychającą ilustrację zła, która nie pozostawia niczego poza złością. Podobnym filmem jest „Nul poisson où aller” Nicoli Lemaya i Janice Nadeau, ukazujący grozę wojny, która odbiera najbardziej kochane osoby, zrywa przyjaźnie i wydobywa z ludzi to, co najgorsze. To wszystko wiadomo nie od dziś, jednak twórcom nie przeszkodziło to, by ponownie sięgnąć po mało subtelną metaforę ilustrującą tę prawdę.

Na szczęście jury, podobnie zresztą jak publiczność, doceniły filmy zaświadczające o żywotności i niesłabnącej mocy medium animacji. Złoty Pegaz zasłużenie powędrował w ręce nestora polskiej animacji Jerzego Kuci za „Fugę na wiolonczelę, trąbkę i pejzaż”, która wydaje się jego artystycznym opus magnum. Animacja przypomina wcześniejsze „Strojenie instrumentów”, lecz została pozbawiona narracyjnej klamry. Pozostała sama wizualność, gra form, również figuratywnych, a także, co jest istotnym novum dla tego artysty, kolorów. Film już tytułem zapowiada swoje związki z muzyką, skłaniając się tym samym ku abstrakcji, wykorzystanej jednak niedogmatycznie. Wolno przemieszczający się obraz hipnotyzuje i elektryzuje niezobowiązującym pięknem, które stworzyć można jedynie za pomocą animacji. Muzyka nie tyle towarzyszy obrazowi, ile go konstytuuje, nadaje rytm, intensywność, barwę. „Fuga…” znajduje się na antypodach tego, co dominuje we współczesnej animacji, skupionej na komentowaniu, ilustrowaniu i metaforyzowaniu. Jest bezpretensjonalnym, czystym, intymnym doświadczeniem audiowizualnym.

Małe arcydzieło zostało nagrodzone również w konkursie filmów pełnometrażowych. „Eden’s Edge” Gerharda Tremla i Leo Calice to minimalistyczna, dokumentalna animacja o mieszkańcach amerykańskiej pustyni. Film składa się z dziewięciu ujęć. Każdemu towarzyszy inna opowieść człowieka, który zdecydował się porzucić miejskie życie na korzyść egzystencji poza społeczeństwem, pośród kalifornijskiego pustkowia. Przestrzeń, w której żyje, obserwujemy z góry, ze znacznej odległości, a jedynym ruszającym się elementem jest mała sylwetka człowieka. Historie wydają się banalne, pozbawione puenty, nie ma w nich sensacji ani spektakularności. Wszystkie jednak są opowiadane przez rzeczywiste osoby, mówiące o własnych doświadczeniach. Same skazały się one na życie na marginesie, z którego lepiej można przyjrzeć się centrum. Dlatego film Tremla i Calice to również opowieść o dzisiejszej Ameryce, jej traumach, społecznym imaginarium, trudnej historii i współczesnych niepokojach. Statyczna, niezwykle konsekwentna warstwa wizualna skupia się na relacjach pojedynczej, małej jednostki z zamieszkałą przestrzenią, która stała się dla nich impulsem do działania oraz wpłynęła na skonstruowanie tożsamości.

Również publiczność doceniła film znakomicie pokazujący możliwości filmowej animacji – „World of Tomorrow” Dona Hertzfelda co prawda wpisał się w dominujący trend tegorocznego konkursu, gdyż jest filmem na wskroś przepełnionym smutkiem i rozpaczą. Do jej wyrażenia jednak wykorzystuje to, co animacja potrafi najlepiej, nie rezygnując jednocześnie z humoru i zbawczego dystansu. Film opowiada o małej Emily, z którą kontaktuje się jej przyszły klon. Emily trzeciej generacji opowiada swojemu pierwowzorowi, jak wygląda tytułowy świat jutra. To smutne i przepełnione samotnością miejsce, które staje na progu zagłady i całkowitej anihilacji. Hertzfeld do jego pokazania wykorzystał swoją charakterystyczną rozedrganą kreskę i szereg minimalistycznych obrazów, którymi ukazał świat wielkich społecznych nierówności, desperacji i atrofii uczuć. „World of Tomorrow” zachwyca wizualnym, choć niełatwym pięknem, wielokrotnie bawi, by ostatecznie pozostawić nas w smutku. Sugeruje, że lepiej trzymać się kurczowo teraźniejszości, niż wybiegać zanadto w przyszłość, a ludzkość zanim zginie, sama pozbawi się człowieczeństwa.

Wymienione filmy to zaledwie ułamek z tego, co można było zobaczyć podczas Animatora. Domeną animacji jest jej różnorodność, napędzana wyobraźnią twórców. Poznański festiwal posiada ambicje, by ukazać jak najszersze spektrum tego, co we współczesnej animacji najciekawsze. Gablotą wystawową każdej filmowej imprezy jest jej konkurs, a w nim w tym roku dominowały obrazy ilustrujące to, co współczesny świat stara się spychać do nieświadomości. Najlepszą terapią jednak na skołatane nerwy współczesnego człowieka okazały się te filmy, które potrafiły zachwycić swoim minimalizmem, humorem i pięknem.

8. Międzynarodowy Festiwal Filmów Animowanych Animator
Poznań
7–16.07.2015

Prosta historia o miłości
13 czerwca 2018

Prosta historia o miłości

„Zimna wojna” ma w sobie coś paradoksalnego. Opowiada bowiem niezwykle prostą historię, w której udało się zawrzeć dramat polskiego społeczeństwa całego ostatniego półwiecza. Pawlikowski dodatkowo dokonał tego bez sięgania po wielkie metafory, bez prześwietlania politycznych zawiłości czy wskazywania na ideologiczne spory...

Antywzorce i możliwości emancypacyjne
12 czerwca 2018

Antywzorce i możliwości emancypacyjne

Głównym zadaniem „Antywzorców” pod redakcją Karoliny Sikorskiej jest analiza tego, jak poszczególne praktyki artystyczne mierzą się z dominującymi porządkami społeczno-kulturowymi. Analizy oparte są głównie o case studies, choć nie brak tu subiektywnych doświadczeń artystów i pracowników pola sztuki, szerszej perspektywy teoretycznej oraz namysłu nad możliwościami politycznymi sztuki w ogóle...