27 maja 2019
cir

εὐγενής albo mikstejp

Na mikstejpie złożonym wyłącznie z muzyki wydanej nakładem Pointless Geometry Miłosz Cirocki bierze na siebie obowiązki kuratora. Jeśli katalog stołecznego labela („monolitycznie i nieodmiennie dobry” – oceniał Maciej Wirmański) wyobrazimy sobie jako kolekcję, to rolą Cirockiego było na tyle dogłębne zbadanie poszczególnych eksponatów, by możliwe stało się wyłonienie łączących je relacji i ponowne rozłożenie akcentów. Z ponad trzydziestu taśm z muzyką eksperymentalną otrzymujemy jedną – jeszcze jedną, będącą zarazem wszystkimi.

„Pointlessness” to nie karykatura, jukstapozycja, litota, wyolbrzymienie tego czy innego elementu, lecz interpretacja. Nie o krótkotrwałe zdumienie tu chodzi, nie o zamianę A w B, ale o raport z mapowania katalogu i późniejsze przekazanie tej mapy słuchaczowi, który od teraz ma do dyspozycji dwie percepcje: swoją i Cirockiego. Może polskie labele przejmą tę praktykę i zaczną zapraszać ciekawych muzyków do reinterpretowania swoich zbiorów? W ten sposób zyskałyby nie tylko znakomite wizytówki, ale także – może przede wszystkim – taki probierz jakości publikowanej muzyki, który sam w sobie daje się z przyjemnością słuchać.

 

 

Cirocki – „znany” ze Złotej Jesieni i paru innych projektów z kręgu dawnej Eufemii – pokazuje nie tyle muzykę wydawaną przez stołeczny label, ile raczej to, co okazało się w niej najważniejsze dla samego Cirockiego. Cóż to takiego? Nie wiem. Nie takie jest clou ani tej taśmy, ani tego tekstu. Można było pisać „pod prąd”, kierując się od muzyki do Cirockiego (jego gustu, psychologii, intencji) albo – to wybrałem – pisać „z prądem”, adaptując się do sytuacji zawierzenia kuratorowi. Pomyśleć, że to pójście na łatwiznę, mógłby tylko ten, kto nie słyszał tego albumu.

Skomplikowany komplement: Niemy Dotyk zapełnia lukę między nagraniami Adama Frankiewicza i Jakuba Lemiszewskiego. Jeśli Cirocki przewyższa obu, to nie w jakości czy tempie cytowań, lecz w przyjemności, jaką mu one sprawiają. Są w tym miksie momenty kojarzące się z wirtuozami gitary, próby żenienia Toola z kosmische i tak dalej – jednym słowem: nonsens. Ale taki sam jak wtedy, gdy otwiera się książkę i przypisów jest więcej niż właściwej treści. Tych, którzy takiej pozycji nie odłożą, czekać może przygoda podobna do mojej.

W pierwszej połowie strony A wizytowałem habitus, w którym współistnieli Yume Bitsu, Kara Lis-Coverdale i Huerco S. (2ʹ–15ʹ), a w drugiej – gdzieś od 22 minuty – lo-fi wariant zeszłorocznego miksu Matthew Barnesa. Pod koniec (32ʹ) żałowałem, że na „Assume Form” Blake nie był właśnie taki. Włączcie „If The Car Beside You Moves Ahead” bez fonii i w tym samym czasie głośno stronę A od 33ʹ14ʺ i wyobraźcie sobie, że to prawda – Alex Brown zrobił ten klip dla Cirockiego, dynamizując momenty jego niezdecydowania między pojedynczymi eventami dźwiękowymi i kolażami. Sedno tej taśmy, i tego tekstu, jest jednak takie, żeby nie czytać cytatów, lecz obserwować ich fluktuację (i w ten sposób hołdować sprawności bricoleura).

„Pointlessness” to z jednej strony zaproszenie do udziału w procesie uobecniania innych poprzez medium cytacji; zaproszenie do demiurgii, wszak z muzycznej eugeniki (εὐγενής) Niemego Dotyku wyłaniają się twory, dla których stanem wyjściowym i racją istnienia jest polibrydyczność. Z drugiej – wyzwanie rzucone innym producentom. Wyobrażam sobie, że Pointless Geometry raz do roku ogłasza nabór i zwycięską interpretację wydaje na kolejnej – jeszcze jednej, będącej zarazem wszystkimi – ze swoich pięknych kaset. Za pośrednictwem mikstejpów ścierali się Nas i Jay-Z, Eminem i Ja Rule. Może ta forma pomogłaby ożywić także polski niezal?

 

Joyful Union Casette Blog

 

Miłosz Cirocki, „The Pointlessness of Niemy Dotyk Mixtape”
Pointless Geometry
2019

Budowanie domu w sobie
07 grudnia 2019

Budowanie domu w sobie

Prace Christophera Kulendrana Thomasa wpisują się w szeroki nurt dzieł tworzonych przez artystów rozmaitych dziedzin w emocjonalnej reakcji na doznane wojenne traumy indywidualne lub zbiorowe.
Skanowanie dna
06 grudnia 2019

Skanowanie dna

Gdyby nie Piernikowski, nie byłoby Młodego Kotka, a może nawet i Siksy, a jeśli by byli, to ich tegoroczne płyty – odpowiednio „Tychy” i poświęcony Gnieznu „palemosty nielegal” – choć wydane później niż „The best of moje getto”, nie zyskałyby oddźwięku nawet tak skromnego, jakim się dziś cieszą...