Agata Araszkiewicz

– historyczka literatury, krytyczka sztuki, tłumaczka Luce Irigaray, felietonistka „Czasu Kultury”, działaczka feministyczna. Współzałożycielka Porozumienia Kobiet 8 Marca i członkini Rady Programowej Kongresu Kobiet. Pracę doktorską zaczęła pisać po polsku u profesor Marii Janion w Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, a obroniła po francusku u profesor Anne Berger na pierwszym z założonych w Europie przez profesor Hélène Cixous Centrum Studiów Kobiecych i Genderowych (Centre d’Etudes Féminines et du Genre) na Uniwersytecie Paris 8. Wykładała na Gender Studies Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka rozpraw z dziedziny feministycznej filozofii i krytyki literackiej, a także tekstów o sztuce, publikowanych w polskich i zagranicznych czasopismach, pracach zbiorowych i katalogach wystaw artystycznych. Opublikowała monografię „Wypowiadam wam moje życie. Melancholia Zuzanny Ginczanki” (2001), w której przy użyciu narzędzi krytyki feministycznej na nowo odczytała poezję i biografię symboliczną zamordowanej podczas Holokaustu polsko-żydowskiej poetki międzywojnia, a także zbiór esejów poświęconych kulturze, tożsamości i polityce „Nawiedzani przez dym” (2012) oraz książkę „La révolution oubliée. L’émergence d’une écriture féminine dans l’entre-deux-guerres polonais” (2013) o polskiej kobiecej prozatorskiej awangardzie literackiej dwudziestolecia, której zmienioną i zaktualizowaną wersją jest obecna praca. Mieszka w Brukseli.

Inne teksty tego autora:
Feministyczna Atlantyda
22 października 2015

Feministyczna Atlantyda

Łatwość pisania i przymus swoistej przyjemności słowa mogą być niebezpieczne. Na tym polega dwuznaczność utworów Wandy Melcer. Dzięki łatwości pióra i szukania przyjemności w tekście dotarła do miejsc trudnych, które potrafiła oswoić...

Ginczanka pozostanie dyskretna
15 kwietnia 2014

Ginczanka pozostanie dyskretna

„Ginczanka, wyplatając z języka najpiękniejsze wzory, wciąż nie jest pewna, czy to, co jej się tka, jest kurtyną, za którą skrywa się rzeczywistość, czy rzeczywistością samą w sobie. Raz zdaje się wierzyć w stwórczy potencjał mowy, zaraz potem dokonuje zamachu na język, chce się z niego wydostać jak z upiornego gabinetu krzywych luster...