miroslav-1024x687
fot. The Tichý Ocean Foundation

Piękność w klatce

O fotografiach Miroslava Tichý’ego z Małgorzatą Szaefer rozmawia Marta Chudzik

 

Kim jest dla Ciebie Mirosław Tichý? „Wariatem” czy „artystą”? W filmie „Tarzan na emeryturze” (w reżyserii Romana Buxbauma) pokazywanym podczas wystawy wspomniano, że jedni widzą w nim wariata, a inni artystę, doskonałego fotografa.

Zazwyczaj jest tak, że kiedy ktoś interesuje się outsider art, jest otwarty na inność w sztuce i niszę kulturową, to nie może przejść obojętnie wobec prac Miroslava Tichý’ego... Niektórzy podczas otwarcia wystawy zafascynowali się nimi, ale nie umieli określić, jakie jest ich miejsce w kulturze, zadając pytania o świadomość twórcy i wyznaczniki outsider art. Wiele osób ma z tym problem. O outsiderach mówi się, że uprawiają „sztukę bez adresata”, wskazuje się na intensywność ich tworzenia, pewne obsesje i zafiksowanie na jednym temacie czy medium. Harald Szeemann, słynny kurator, który zauważył Tichý’ego, powiedział: „Intensywność zawsze znajdzie swój środek wyrazu”. To jedna z trafniejszych myśli, zwłaszcza w kontekście Tichý’ego, który postawił na estetykę błędu fotograficznego i fotograficzne medium. Jak przekornie mówił: „Wszystkie rysunki już zostały narysowane, wszystkie obrazy zostały już namalowane. Więc co innego miałem robić?”. Dla mnie Tichý to bezkompromisowy artysta, jeden z najlepszych fotografików, niezwykle świadomy swojej drogi. Posłuchaj tego: „Jeśli chcesz być sławny, to musisz zrobić coś tak głupiego, że nikt inny na całym świecie tego nie zrobi! Rzeczy piękne i doskonałe nie są dla nikogo interesujące”. To buntownik, anarchista, człowiek wolny.

 

Miroslav Tichý z teleobiektywem, 1987, The Tichý Ocean Foundation

 

Jaka forma wyrazu była właściwa dla Tichý’ego, co było jego siłą?

Bycie poza światem, outside, jest dla niego stanem naturalnym. Dla outsiderów właściwe jest tworzenie dla siebie. Nie lubią pokazywać swoich prac, często chowają je przed okiem intruza, nie chcą prezentować na wystawach ani też sprzedawać. Te prace nie powstają na pokaz. Są często rodzajem monologu. Tichý także nie chciał wystawiać swoich prac. To twórczość bardzo bliska życia. Kiedy Tichý stał się sławny, nie zmienił swojego skromnego trybu życia. Trudno nam to sobie wyobrazić, że są ludzie, dla których nie liczą się korzyści materialne i są ludzie, którzy nie szukają uznania… Ten Tarzan z Kyjeva oddawał się temu, co nazywamy szwendaniem się, marnotrawieniem czasu, bezbrzeżną bezczynnością. Oddawał się nudzie, która pozwalała mu na zapomniany w dzisiejszych czasach stan powolności. Z tej „powolności czasu” i doskonałej obserwacji świata powstały jego fotografie. To obrazy buntownika, który tworzył wszystko od nowa, raz jeszcze, by nie korzystać z tego, co uznane za normę. Estetyka błędu stała się jego znakiem rozpoznawczym. Tichý konstruował aparaty fotograficzne z odpadów, przedmiotów znalezionych, niepotrzebnych, zużytych, nieprzydatnych. Budował teleskopowe obiektywy, do których soczewki zdobywał ze starych okularów lub wycinał z pleksiglasu nożem, a następnie polerował papierem ściernym i pastą do zębów zmieszaną z popiołem papierosowym. Do konstrukcji teleobiektywów używał papierowych tub, które łączył z soczewkami asfaltem i malował na czarno. Ze szpulek od nici i elastycznego sznurka tworzył mechanizm, który uruchamiał migawkę.

Jeżeli outsiderzy nie interesują się pieniędzmi i nie potrzebują uznania, to jaki cel przed sobą stawiają?

Często są przekonani, że mają do wykonania pewną misję, a reszta się dla nich nie liczy. Są rzeczy znacznie bardziej interesujące niż pieniądze. Możesz panować nad całym światem, mieć kontakt z obcymi cywilizacjami, łączność z całym wszechświatem. Po co ci pieniądze, jeśli masz swój świat na własność? Na przykład Zdenek Košek, uznany czeski artysta outsider art, którego wystawa miała miejsce w TAK w 2013 roku, tworzył maniakalne zapisy w swoich notesach, zapisując wszystko to, co działo się za jego oknem. Był przekonany, że jego obliczenia mają moc ochrony świata przed katastrofą. Zapisywał wiec każde poruszenie świata, lot ptaka, szczekanie psa, wszelkie odgłosy i zjawiska atmosferyczne, deszcz, słońce... Wierzył, że tak długo, jak to robi, świat jest bezpieczny.

Outsiderzy bywają odludkami, schizofrenikami, miewają chorobę Aspergera, która polega na tym, że jesteś skupiona na obliczeniach, bardzo dużo jesteś w stanie zapamiętać. George Wiedener zapisuje liczby i jest w stanie przewidzieć na przykład katastrofy lotnicze, obliczyć wszystkie odpowiadające wtorkom dni miesiąca w przeciągu wielu lat wstecz i wprzód. Obecność liczb jest kluczowa u outsiderów. Zauważ, co mówi Tichý „Widzę kształty i przekładam je na matematykę. Muszę to wszystko dokładnie dopasować, nie tylko wizję optyczną. Od zewnątrz do wewnątrz eksploruję każdy atom. To sprawia, że jestem atomistą”. Niezwykłe.

Jak można się porozumieć z osobami, które myślą inaczej niż zwykły człowiek?

Kiedy spotkałam z się André Robillarem, francuskim outsiderem światowej sławy, który brał udział w naszej wystawie „Mind the Gap, please!”, poszliśmy razem na piwo. On nie mówi po angielsku, ja ledwie mówię po francusku, więc rozmawialiśmy w wersji soft angielsko-francusko-marsjańskiej. Robillard wierzy, że rozmawia z Marsjanami. Może powiedzieć, kiedy tam poleci znowu ich odwiedzić, jak wygląda życie na Marsie i tak dalej. Myślimy sobie: wariat totalny, odleciał całkowicie. Ale patrząc na to z nieco innej strony, przecież kiedyś myśleliśmy: nie ma życia na Marsie, a teraz wiadomo, że istnieje... Outsiderzy czują bardzo blisko to, co my zatraciliśmy w swoim życiu. Dla nich nic nie jest absurdalne, nienormalne, no, chyba że twoja „normalność”. Są blisko świata, natury, kosmosu... Często są weganami lub wegetarianami...

 

Miroslav Tichý , Bez názvu 1960–1980, The Tichý Ocean Foundation

 

Oglądając zdjęcia Tichý’ego, znalazłam się w Czechosłowacji lat 70. i 80. Na przykład kobiety, które fotografował Tichý, mają na sobie modne wówczas ubrania, ale nie pozują do zdjęć, ponieważ nie wiedziały, że są fotografowane. Dlatego zdjęcia są bardzo naturalne.

Postrzegam jego fotografie w kontekście zapisu czasu, nudy, powolności, tego, jak przebiegał dzień artysty. Dużo ludzi pisze o tym, że zdjęcia Tichý’ego są bardzo erotyczne, voyerystyczne i wynikają z jakiejś obsesji seksualnej. Myślę, że to zbyt powierzchowne ujęcie. Oczywiście jest w nich ciepło ciał kobiet, ale czuje się także, że dla Tichý’ego kobieta to świat, piękno, marzenie, sen, bo świat dla niego to iluzja, jak sam mawiał. Świetnie zauważa to Nick Cave, zafascynowany Tichým, w piosence, którą mu dedykował – „The Collector”. Jest tam zdanie o „piękności kąpiącej się w klatce”. Chodzi tu o punkt docelowy na codziennej trasie outsidera – odkryty basen w Kyjovie, otoczony ogrodzeniem. Ta siatka płotu często znajduje się na fotografiach Tichý’ego. Myślę, że obaj – Tichý i Cave – dotykają tematyki miłości, ale jednocześnie jest w ich przekazie enigmatyczna strona życia, uczuć, chwili.

Tichý był w pewien sposób narzędziem czasu, poznania, sam mówił: „To czas wyznaczał, tak jak mijał dzień. Wszystko jest już ustalone na Ziemi, która się obraca”. Miał jednak swoją regułę: zużywał trzy rolki filmu dziennie oraz stałą trasę, którą przemierzał od godziny 6.00. rano każdego dnia. Zaczynał fotografować na stacji autobusowej, dalej przechodził przez główny plac w Kyjovie, mijał kościół, bar mleczny, aptekę. W pobliskim sklepie kupował kilka rolek filmów fotograficznych. Szedł w stronę parku, obok którego znajdował się wspomniany basen.

 

Miroslav Tichý , Bez názvu 1960–1980, The Tichý Ocean Foundation

 

Jak myślisz, jak Tichý się stał tym, kogo dziś nazywamy outsiderami?

Można by się doszukiwać historii, która doprowadziła Tichý’ego do jego sztuki. Miał problemy z władzą za czasów reżimu w Czechosłowacji, spędził 8 lat w więzieniu, często lądował w psychiatrykach. Przez całe życie reprezentował podejście anarchistyczne, prowadził życie wyzwolonego, niezależnego człowieka. Uznawał, że bez chaosu nie ma nowego początku, nazywał siebie prorokiem chaosu. Nie dążył do poprawności fotograficznej, tylko budował zupełnie nową jakość opartą na stworzonych przez siebie aparatach i estetyce błędu fotograficznego. To, że od samego początku musiał wszystko zrobić sam, jest dla mnie bardzo ważne – podobnie jak to, że przez większość swojego życia nosił jeden płaszcz, uszyty przez ojca krawca. Uchodził w Kyjovie za totalnego wariata.

Był outsiderem całe życie, całkowicie świadomym swoich wyborów. Jest parę wyznaczników poetyki jego odbitek. Nie byłoby ich bez chaosu i „wad, które są ich częścią, są one poezją, jakością obrazu”, jak sam mawiał. Fotografie mają nadgryzione przez myszy i szczury brzegi, ślady linii papilarnych, plamy wytrąconego bromu. Pokrywa je kurz. Tichý chodził po swoich odbitkach, spał na nich. Paradoksalnie wyraz tej abnegacji stał się siłą jego fotografii. Dlatego bardzo mi zależało, żeby pokazać prace Tichý’ego w galerii TAK. Udało się dzięki współpracy z Terezie Zemánkovą i Romanem Buxbaumem, psychiatrą, założycielem The Tichý Ocean Foundation.

 

fot. The Tichý Ocean Foundation

 

Kim jest Buxbaum dla Tichý’ego? Albo inaczej: kim Tichý jest dla Buxbauma?

Wujek Buxbauma przyjaźnił się z Miroslavem Tichým, Roman Buxbaum miał kontakt z Tichým od dziecka. Tichý wynajął małą pracownię w domu babci Buxbauma. Nauczył go, jak zrobić camerę obscurę, aparat fotograficzny wykonany z kartonu po butach. W 1961 roku Buxman wyemigrował do Szwajcarii w związku z kryzysem politycznym w Czechosłowacji, a po powrocie w 1981 roku odwiedzał Tichý’ego regularnie. Zafascynowany jego pracami, stał się ich promotorem. Długo przekonywał Tichý’ego, aby zdecydował się pokazać swoje prace światu, outsider notorycznie odmawiał. I dopiero w 2004 roku udało się w ramach Biennale w Sewilli, kuratorowanego przez Haralda Szeemana, wystawić fotografie Tichý’ego.

W tym samym roku założona także fundację The Tichý Ocean Foundation. „Tichý” nie oznacza nic innego jak „cichy, spokojny”, stąd nazwa fundacji. Buxbaum od wielu lat promuje prace Tichý’ego. Jego prace zostały zaprezentowane między innymi w Centrum Pompidou, w Muzeum Sztuki Nowoczesnej we Frankfurcie, w Tate Modern w Londynie. Dzięki temu stał się jednym z najbardziej znanych na świecie czeskich artystów ostatnich dwudziestu lat i jednym z czołowych fotografików brut art, tuż obok takich outsiderów, jak: Lee Godie, Morton Bartlett, Eugene Von Bruenchenhein, Horst Ademeit, Zorro, Albert Moser.