alt
Fot. Sztab antykryzysowy na rzecz poznańskiej kultury

„Kultura sama nie chodzi”

Między monologiem a dialogiem

Mój głos w debacie jest opinią osoby niezwiązanej ze środowiskiem twórczym w Poznaniu. Zgodnie z klasyfikacją kongresową, reprezentuję ogólnopolskie media komercyjne. Moje spojrzenie na Poznański Kongres Kultury ma więc inną perspektywę niż ten reprezentowany przez media lokalne. Mam nadzieję, że dzięki temu wniesie też coś do debaty.

Obraz na szklanym ekranie

W ciągu ostatnich dwóch lat do ogólnopolskich komercyjnych telewizji przebiło się z Poznania pięć „wydarzeń kulturalnych”: koncerty Stinga i Radiohead, Malta Festival, Międzynarodowy Festiwal Filmu i Muzyki Transatlantyk, a także konflikt między zastępcą prezydenta miasta Sławomirem Hincem a Teatrem Ósmego Dnia. Jeśli ktokolwiek buduje, w co wątpię, wizerunek kultury w mieście poprzez transmisje telewizyjne, otrzymuje specyficzny obraz wielkich imprez i lokalnego konfliktu, niezrozumiałego dla widzów spoza Poznania. Paradoksalnie, ten przypadkowy obraz jest symboliczny i dobrze charakteryzuje sytuację kultury w Poznaniu.

Na co stawia Poznań

W debacie o promocji miasta przez kulturę przedstawiono ciekawą analizę: „Poznań widzi się poprzez duże imprezy”. Miasto, mając do wyboru strategię tak zwanego kontrapunktu dla Warszawy i strategię tak zwanego specjalisty (stawiamy na wydarzenia lokalne), wybiera tę pierwszą. Miasto wierzy, że duże imprezy zapewnią Poznaniowi rozgłos w mediach. Moje doświadczenie potwierdza skuteczność tego wyboru. Tylko jakie to ma znaczenie dla poznaniaków i obrazu miasta? Czy organizacja dużych koncertów oznacza, że jesteśmy centrum kultury, kontrapunktem dla Warszawy? Mam poważne wątpliwości.

Bardzo mocno w dyskusji wybrzmiały słowa Ewy Wójciak: „Wszechobecny celebrytyzm wywiera presję na artystów. Wygrywa myślenie, że będzie lepiej, jeśli będziemy spopularyzowani”. Będziemy lepiej mówić o Poznaniu i jego kulturze, jeśli pojawi się wzmianka w ogólnopolskich mediach.

Sting zagrał dziś w Poznaniu, jutro zagra w Gdańsku. Cudze chwalicie, swego nie znacie. Warto zapytać: dlaczego miasto nie promuje swoich mocnych stron, na przykład teatrów alternatywnych? Na pewno relacja z przedstawiania przegra w mediach z przekazem z dużego koncertu, ale przy mądrej polityce informacyjnej ci, którzy chcieliby się dowiedzieć o ciekawych spektaklach, na pewno trafiliby do Poznania. Urzędnicy w pogoni za dopisaniem do listy wzmianek w mediach kolejnej relacji z dużej imprezy w Poznaniu zapomnieli chyba o tym, że to, co mniej medialne, nie musi być mniej wartościowe.

Media rządzą się swoimi prawami i nie należy na nie się oglądać lub zrzucać winy za status quo. Charakterystyczny był żal wyrażony drugiego dnia Kongresu przez jedną z uczestniczek debaty: „O naszym wydarzeniu był zaledwie skrawek w «Gazecie Wyborczej»”. Mam przypuszczenie, graniczące z pewnością, że młody widz szuka informacji o wydarzeniach kulturalnych innymi drogami niż te tradycyjne (gazeta, radio, telewizja). To również słabość poznańskich instytucji, które nie potrafią się chwalić, przekazywać informacji o swojej działalności, na co zwracała uwagę Agata Grenda. Sam, niestety, mam na tym polu podobne doświadczenia.

O co toczy się spór?

Rozumiem idee Kongresu i sztabu antykryzysowego jako wotum nieufności wobec urzędników i polityki miasta. Dało się to wyczuć na sali podczas dyskusji i rozmów. Miasto, które daje niemałe pieniądze na kulturę, postrzegane jest jak rachmistrz, nie jak mecenas sztuki. Zabójcze jest tak zwane działanie projektowe. Profesor Marek Krajewski: „Każdy, kto tworzy, musi udowodnić, że jego twórczość jest ważna, że zasługuje na grant”. To musi tworzyć napięcia między twórcą a urzędnikiem.

Nie ma zrozumienia w urzędzie dla oryginalnych pomysłów młodych twórców. Symptomatyczne było dla mnie, że na Kongresie byli przede wszystkim twórcy zaczynający swoją przygodę pod koniec lat 70. i 80. Niewielu dostrzegłem swoich rówieśników, trzydziestolatków.

Co po Kongresie?

„Co to jest ta kultura? Gdzie ona chodzi?” – pytał profesor Wojciech Burszta. „Kultura sama nie chodzi. Sama nie maluje sobie paznokci. To są ludzie. Zmiana w kulturze dotyczy zmiany w ludziach” – przerywał kolejne suche definicje kultury padające w dyskusji. Czy zmiana w poznańskiej kulturze rzeczywiście jest możliwa? Sam Kongres na pewno nie wystarczy – powinien być punktem wyjścia do działań.

Izabella Cywińska podsumowała Kongres: „Ważne, że się buntujecie”. Pytanie tylko, co z tego buntu wyniknie? Trzeba przyznać, że rekomendacje Kongresu są konkretne. Uwiera język technokratyczny, ale inaczej pewnie nie dało się tego sformułować. Narzędzia do zmiany są, chodzi teraz o przejście do działania. Jak zauważył Andrzej Maleszka: „To, co mówią artyści, nie powinno być monologiem, tylko dialogiem”. Mam wrażenie, że od dawna każda ze stron – twórcy, urzędnicy, widzowie – monologują. Teraz jest szansa na zmianę. Bo jeśli nie teraz, to kiedy?

 

Poznański Kongres Kultury
Poznań, 1–4.12.2011

{gallery}kongres-kultury{/gallery}