JN5D2372
fot. Jędrzej Nowicki

Fotografia może tyle, na ile jej pozwolimy

 

Książka może być formą edukacji wizualnej. Nie poprzez lekturę obrazu, odkrywanie tajemniczych komunikatów przenoszonych przez obrazy, ale poprzez przyglądanie się praktykom artystycznym, twórczym i aktywistycznym – rozmowa z Maciejem Frąckowiakiem o jego książce „Kruche medium”

 

Waldek Rapior: Zacznę od pytania, które zadawałeś wszystkim swoim rozmówcom, gdy rozpoczynałeś z nimi wywiad: czy rzeczywistość społeczną można zmienić?

Maciej Frąckowiak: Pewnie odpowiedziałbym jak wszyscy: ona zmienia się sama z siebie, pewnie bez naszego udziału albo jako skutek różnych sprzężeń. Pytanie jest raczej takie: co można robić w niej intencjonalnie? Doświadczenia z tego czasu, który upłynął między przeprowadzeniem rozmów a wydaniem książki – prawie cztery lata – pokazały, że czasem się udaje przekształcić rzeczywistość za pomocą fotografii. Ale paradoks polega na tym, że im bardziej się chce, tym rzadziej wychodzi. Przede wszystkim należy robić swoje z nadzieją, że w coś się to kiedyś odłoży, że razem z działaniami innych przekształci w lawinę.

Dlaczego tak trudno odpowiedzieć na to pytanie?

Pytanie o zmianę dzisiaj jest strasznie dyscyplinujące, zwłaszcza jeśli się pyta ludzi pracujących w kulturze. Od razu uruchamia się język grantów i tym podobnych. Zmiana jest dziś społecznym zobowiązaniem i chęć jej dokonywania, bycia jednostką aktywną, jest realizacją zobowiązań, które nakłada na nas rynek i inne instytucje. Kolejny paradoks polega więc na tym, że im częściej dopytujemy o zmianę, tym trudniej jej dokonać. Powinniśmy działać na rzecz tworzenia warunków jej zaistnienia, a nie tylko się o nią dopytywać.

Jak to się ma do fotografii?

Pamiętam rozmowę z Mariuszem Foreckim. On bardzo skromnie opowiada o tym, że rolą fotografii jest dokumentowanie. Wydaje mi się, że w tej skromności jest jakaś złożona prawda. Problem, jaki mamy ze zmianą, jest taki, że często nie widzimy, że zachodzi, a dokumentowanie tego procesu sprawia, że możemy być jej bardziej świadomi. Druga rzecz – mówi o niej Konrad Pustoła: w chęć precyzyjnych, intencjonalnych zmian wpisana jest przemoc. Działania, które są dosłowne, zwłaszcza w przestrzeni sztuki, łatwo dają się instrumentalizować, a przez to są przeciwskuteczne. Historia fotografii tego dowodzi.

 

Autor i jego książka

 

Mam wrażenie, przynajmniej po przejrzeniu tej książki, że jest w nią wpisane założenie, że się da, że można zmieniać rzeczywistość społeczną, jeśli nie w sposób intencjonalny, to przynajmniej ukierunkowany – w taki, w jaki byśmy chcieli, aby się rozwijała.

Kiedy zacząłem myśleć o rozmowach o fotografii, byłem przekonany, że interesują mnie działania, które pokazują, że tak, że udaje się, super, można! Dopiero później pomyślałem, że nie pytam o zmianę, aby uzyskać pozytywną odpowiedź. Pytanie o zmianę dobrze sonduje status fotografii dzisiaj, a z kolei fotografia jest pretekstem do pytania o coś szerszego – jest to pytanie o nas, o to, jak wyobrażamy sobie własną sprawczość. To, co mnie w tych rozmowach ciekawi, to warunki, które sprawiają, że tym ludziom się chce. Że oni komentują, nie zamykają swych opinii dla siebie, tylko próbują działać. Nawet wtedy, gdy wydawałoby się, że wszystko dookoła mówi, że nie ma sensu, że jest to trudne, skomplikowane. Dlatego ta książka jest optymistyczna. Nawet jeśli moi rozmówcy mówili, że nie wierzą, że świat można zmienić, to jakby tli się w nich ogień niezgody, żywej relacji ze światem, w którym istnieją.

Z tych rozmów wynika, że fotografia to nie tylko obraz.

Gdy się myśli o fotografii zmieniającej coś w świecie, to zwykle myśli się o działaniu poprzez obraz – że on ma zmienić świadomość. Zapomina się, że fotografia to także performans, technologia, wzory interakcji. Bardzo często myślimy w tradycyjny sposób, w kategoriach zdjęć z Wietnamu. A dziś fotografia zmienia świat, bo jest jego istotną częścią, a nie tylko bardziej czy mniej wierną reprezentacją.

Często na własny użytek stosuję takie porównanie, że fotografowanie jest jak jazda samochodem. Jak kierowcy mogą dbać o środowisko? Wystarczy, że inaczej będą operowali pedałem gazu. Jeśli wszyscy zaczną to robić trochę inaczej, wynikną z tego wielkie konsekwencje. Na przykład jeśli chodzi o efekt cieplarniany, zachodzą kolosalne zmiany, bo zmienia się praktyka jazdy samochodem. Jeżeli inaczej będziemy się posługiwać aparatami w komórkach, to też wywołamy zmianę, większą niż za pomocą jednego zdjęcia. Zmiana dokonuje się dziś nie tylko poprzez obraz.

Od dłuższego czasu zastanawiasz się nad fotografią i zmianą. Do czego te refleksje Cię doprowadziły?

Od pewnego czasu myślę, że fotografia przede wszystkim popularyzuje pewne wyobrażenie tego, jak zmianę można inicjować. Upowszechnia jakiś model zmiany i w tym sensie ma duży wpływ na nasze otoczenie. Ten model zmiany jest niekorzystny. Mówię teraz o fotografii, która nie jest uprawiana z namysłem, refleksyjnie, ale o powszechnej praktyce.

Jeśli dokonywanie zmian jest dzisiaj społecznym zobowiązaniem, to fotografia jest najprostszym narzędziem wywiązywania się z tego zobowiązania, ale w sposób, który w niewielkim stopniu zmienia reguły systemu, w jakim zachodzi. Jest romantycznym mitem, że po pierwsze, zmiana ma być natychmiastowa, po drugie – że da się ją wprowadzić w pojedynkę, a po trzecie, że w zasadzie każdy może to zrobić, bo chodzi tylko o to, żeby nacisnąć spust migawki. Taki sposób myślenia o zmianie nie pozwala wprowadzić jej bardziej realnych form. Udają się te rzeczy, które traktują fotografię szerzej, nie są tylko konstruowaniem obrazu, ale też dbaniem o odbiór i sieci społeczne, jakie dookoła tych zdjęć się tworzą.

Gdy zapytałem jednego z moich rozmówców, co fotografia może, to odpowiedział, że może tyle, na ile jej pozwolimy. Skuteczność działania fotografii zależy od jej społecznego statusu.

Pozwolę sobie zacytować w tym miejscu słowa Krzysztofa Millera z Waszej rozmowy: „Susan Sontag pisała, że jest to [fotografia] najbardziej obiektywny sposób pokazywania wydarzenia […] Sontag pisała to wtedy, kiedy nie było jeszcze programów do manipulacji fotografią. Nikt jeszcze nie wpadł na ten szalony pomysł, żeby podkręcać zdjęcia, żeby były ładniejsze. Pisała o tym, kiedy fotografia była taka twarda, mocna, silna i coś pokazywała”. Rodzą się dwa pytania: dlaczego fotografia jest medium kruchym, jak głosi tytuł książki? I drugie: czy fotografia stała się takim medium w określonym czasie, skoro Miller mówił, że kiedyś była twarda, mocna, silna?

Z kilku powodów zdecydowałem się na ten tytuł. Stwierdzenie, że fotografia jest medium kruchym, wcale nie służy tezie, że ona jest słaba czy nic nie może. Raczej służy wskazaniu na to, że sama z siebie nic nie może.

Jest to medium, a może lepiej: fenomen, którego funkcjonowanie zależy od tego, ile energii w niego wkładamy jako społeczność, jak się z nim obchodzimy. Powiedzieć, że fotografia jest kruchym medium nie tyle więc oddaje jej dzisiejszy status, zwłaszcza w dobie nadprodukcji obrazów, także cyfrowych, ale przede wszystkim wskazuje, że drzemie w nas jako jej użytkownikach rodzaj odpowiedzialności. Musimy się o nią troszczyć, tworzyć jakiś rodzaj kultury, w której może ona działać. Generalnie kruche nie znaczy słabe, do wyrzucenia, nie znaczy: kończące się, tylko wymagające zaangażowania, uwagi i troski, jeśli chcemy, żeby coś mogła.

Coraz mocniej obecne jest dzisiaj myślenie, że obrazy nie przynoszą żadnej treści, że są tylko po to, żeby podtrzymywać relacje. Na przykład Anna Nacher mówi, że w obrazach nie chodzi o treść, o znaczenie, ale bardziej o ruch. Ja się z tą myślą zasadniczo zgadzam, ale widzę też w tej książce, jaką walkę toczą fotografowie, aby fotografia nie była sprowadzona tylko do narzędzia cyrkulacji informacji, impulsów, tożsamości. Nie jest to walka pozbawiona sensu ani skazana na porażkę.

Jak zatem myśleć dziś o fotografii, która wymyka się cyrkulacjom, ruchom?

Jeden ze sposobów, w jaki bym zdefiniował fotografię, nawiązując do wywiadu z Konradem Pustołą, to pewien stan uwagi – uważność. Odwołuję się tu więc do banalnych sformułowań: fotografia prowokuje do tego, by się chwilę zastanowić, pomyśleć. Wydaje mi się, że w świecie, w którym tak wiele rzeczy krąży, ważny jest ruch, ale ważne są również momenty spowolnienia. Konrad mówi, że akt fotografowania to akt refleksji, próba dotarcia do reguł, które tym ruchem zarządzają. W tym sensie fotografowanie i oglądanie fotografii może być działalnością emancypacyjną.

Jak to możliwe?

Chodzi o obdarzenie fotografii uwagą, tak jak się to robi chociażby w galeriach. Jednak ważne jest też to, znów nawiążę do Anny Nacher, że w ten sposób używają fotografii głównie „elity uwagi”. Ja się z tym zgadzam. Nie wszystkich dziś stać, aby spowalniać, zastanawiać się, otwierać czarne skrzynki i tak dalej. Fotografia jako narzędzie emancypacji jest pewnie narzędziem używanym przede wszystkim przez grupy, które można określić jako uprzywilejowane. Dlatego tak ważne jest prowadzenie działań edukacyjnych, które spowodują, że tak nie będzie, że będzie ona tak używana również przez osoby, którym z różnych powodów jest trochę ciężej. Takie działania w Poznaniu stara się inicjować na przykład Pix.house.

 

Maciej Frąckowiak, Kruche medium. Rozmowy o fotografii, Pix.House, Poznań 2018

 

Uważność w czasach nadprodukcji obrazów?

Inny z moich rozmówców powiedział mi kiedyś, że fotograf w czasach świetności prasy drukowanej miał zapewnione dwie rzeczy: po pierwsze, pieniądze na robienie zdjęć, po drugie – audytorium. Kiedy pracował dla gazety wysokonakładowej w czasach przed telewizją, musiał już tylko zadbać o to, aby zrobić dobre zdjęcia. Dziś fotograf musi często także sam zdobyć środki i znaleźć sposób dotarcia do odbiorców.

Kim jest dzisiaj fotograf(ka)?

Fotografowie nie są naiwni, nie twierdzą, że jedno zdjęcie odwróci losy dziejów, ale je robią, bo w jakiejś masie konstruują one naszą wyobraźnię albo sprawią, że coś pójdzie inną drogą. Robienie zdjęć zwiększa prawdopodobieństwo, że coś obierze inną drogę.

Przyszła mi do głowa rozmowa z Jerzym Kociatkiewiczem o innowacjach i on powiedział, że nie ma dziś w zarządzaniu gorszego mitu niż ten, że zmiana jest generowana przez jednostki. Fotografia to efekt spotkania się wielu czynników i wielu ludzi. Ta książka i te rozmowy są ważne dla mnie, bo tam nie ma naiwności, tam jest skromność, myślenie o tym, o co trzeba zadbać, żeby to miało szansę. Głęboko wierzę, że tak jak powietrze czy mieszkania są dobrem publicznym, tak fotografia jest dobrem publicznym. Czyli czymś, o co trzeba się troszczyć, bo nie jest nam dane raz na zawsze, w tej samej i niezmiennej postaci.

 

Zajrzyj do książki

Zapraszamy na spotkanie wokół „Kruchego medium” z udziałem autora i zaproszonych gości: Mariusza Foreckiego, Marka Krajewskiego i Diany Lelonek, które obędzie się 7.03.2018 o godz. 18 w Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu. Spotkanie poprowadzi Mark Wasilewski.