flauta

Emancypacyjna siła techno

U podstaw rozwoju berlińskiej kultury klubowej techno legła polityczna wręcz idea zjednoczenia i równości. Pierwsze techno imprezy rozwijały się w mrocznym wówczas, potransformacyjnym Berlinie, tuż po upadku muru berlińskiego. Wreszcie, po latach podziału, młodzież z zachodniej i wschodniej części miasta mogła bawić się razem, słuchając i tańcząc do tej samej muzyki. Pierwsze kolektywy didżejskie szlifowały swoje umiejętności w niewielkich jeszcze wówczas klubach, które z czasem ewoluowały w ogromne, znane na całą Europę miejsca, takie jak Tresor, E-Werk czy Planet. Początek lat 90. to również pojawienie się festiwalu Love Parade, który niósł w sobie wyzwalający, emancypacyjny przekaz, skierowany ku wolności seksualnej, rozpasaniu moralnemu i ogólnemu społecznemu rozluźnieniu po latach funkcjonowania w reżimowym systemie. Dziś kultura klubowa zyskała raczej wymiar komercyjny, choć, jak się okazuje, nie wszędzie, a przynajmniej nie w polskim – undergroundowym wydaniu, które zaprezentowane zostanie podczas imprezy „Flauta – techno dla Jemenu” 21 czerwca w poznańskim Schronie, w ramach Generatora Malta.

Flauta oznacza „spokojne morze bez fal – takie, jakim powinno być dla przybywających do Europy uchodźców” i jest także nazwą kolektywu, „który zasłynął z organizacji mocnych, warszawskich imprez, z których cały zysk przekazywany jest organizacjom wspierającym uchodźców i uchodźczynie w obozach lub rodzinom koczującym na polskiej granicy w oczekiwaniu na azyl”. Kolektyw związany jest z warszawskim skłotem Przychodnia, co wyjaśnia zaangażowaną perspektywę didżejów i didżejek. Wpisuje się też w myśl Emmy Goldman: „Jeśli nie mogę tańczyć, to nie jest to moja rewolucja”, dziś szczególnie chętnie artykułowaną przez środowiska queerowe i feministyczne, a pochodzącą z jej autobiografii „Living My Life”, opublikowanej w 1931 roku w Nowym Jorku.

W tym kontekście techno zyskuje moc sprawczą: przyczynia się do zbiórki realnych środków finansowych na pomoc dla osób z kraju ogarniętego straszliwą wojną, a także reprodukuje hasła rewolucyjne, wolnościowe i solidarnościowe z uchodźcami. Fakt, że jest to akurat tego typu muzyka, skądinąd niesłychanie popularna w głównym nurcie, pomimo swego undergroundowego pochodzenia, przydaje tylko uczestników i uczestniczek takich imprez, a tym samym zwiększa budżet zbiórki. Pozostaje nam się tylko cieszyć i wspierać.

Dobrze by było jednak, aby za taką inicjatywą szło też poszerzenie świadomości o problemie wojny, w tym wypadku akurat w Jemenie. Jemeńczycy mieszkający w Polsce borykają się z kwestią niewidoczności, a przez to nieznajomości losu ich kraju. Podawane informacje w mediach są szczątkowe i nie przedstawiają całości obrazu wojny. Na szczęście, nie jest to pierwsze działanie tegorocznego Generatora na rzecz tego konkretnego kraju – odbyła się już polsko-jemeńska garażówka oraz występ polsko-jemeńskiego składu raperskiego. Można więc mieć nadzieję, że obraz wojny w Jemenie nabrał nowego znaczenia w umysłach odbiorców maltańskiego programu na placu Wolności.

Zastanawiam się jednak, na ile uczestniczące w imprezie techno osoby będą świadome, na jaki cel przeznaczone są pieniądze z cegiełek (oprócz tego, że co poniektórzy/re z nich przeczytają opis na ulotce). Słuchacze techno to często grupy niezaangażowane politycznie, odcinające się od spraw międzynarodowych oraz wybierające dobrą i długą zabawę zamiast politycznych dysput na temat wojny. Tym bardziej jest to grupa, do której warto celować z takimi inicjatywami, spróbować „przeciągnąć” na swoją stronę w walce o lepszy świat i zburzyć pokutujące w ich głowach (ewentualne) stereotypy. Warto również być świadomym wspaniałego położenia, w jakim znajdujemy się jako uczestnicy/czki i organizatorzy/rki takich imprez. Żyjemy w wolnym kraju, w którym stać nas na niemal wszystko, przychodzimy na imprezę, na której tańcząc i bawiąc się, zbieramy fundusze na pomoc tym, którzy cierpią głód, skrajne ubóstwo i żyją w ciągłym strachu. Pomiędzy jednym a drugim setem warto pomyśleć nad naszą wyjątkowo szczęśliwą perspektywą, aby być jak najdalej od egzotyzacji celu naszej zabawy. A także pomyśleć o tych, którzy jeszcze przez długi czas nie będą mieli szans na zabawę, a już z pewnością nie przy techno.

W czasach, kiedy politycy i media zawodzą obywateli, kreując fałszywy obraz rzeczywistości, poszukujemy nowych form porozumienia oraz sposobów poznania swoich historii i siebie nawzajem. Zorganizowanie imprezy techno na rzecz Jemenu w poznańskim klubie zakrawa na zasadniczy zwrot ku lokalności, z ufnością, a nie ze zwątpieniem w nią.

Chciałabym, aby podczas Flauty dla Jemenu z całą mocą wybrzmiała nie tylko muzyka sama w sobie, ale również cały głęboki przekaz, który stoi u podstawy organizacji takich benefitowych imprez na rzecz ofiar wojny.

 

W czwartek, 21 czerwca na Festiwalu Malta Czas Kultury poleca również: 

18:30 – „Home for All”, spotkanie z Katheriną Koveou i Nikosem Katsourisem – pl. Wolności

19:00 – „Kolorowa, czyli biało-czerwona”, spektakl – Teatr Ósmego Dnia

21:00 – „Nobody Is Alone” – plaża nad Jez. Strzeszyńskim

 

Przeczytaj także inne teksty o wydarzeniach odbywających się w ramach Generatora Malta.